"Jak bardzo tego chcesz?" M. Fitzgerald



M. Fitzgerald znany jest w Polsce jako autor kilku pozycji z zakresu zagadnień żywieniowych i treningowych. Zdecydowanie w ogóle nie jest utożsamiany z psychologią sportu, a tym bardziej jej wykorzystaniem podczas treningu wytrzymałościowego. Trzymając w rękach "Jak bardzo tego chcesz?" jego pióra nie mogłem oprzeć się wrażeniu, że być może napisał o tę jedną książkę za dużo. Jakim cudem trener, dietetyk może napisać porządną książkę na temat "psychobiologicznego modelu zwyciężania" (drugi podtytuł!).? No, właśnie...zatem przejrzyjmy jej oblicze.


Wątpliwości na temat recenzowanej pozycji rozpoczęły się także od strony wizualnej. Ok, okładka została wydana w standardowych dla "Innych spacerów" kolorach - białym z niebieską czcionką z przodu i niebieskim od góry do ponad połowy strony z tyłu. Irytowała mnie natomiast blond włosa pani wbiegająca na metę charakterystycznym rzutem na taśmę. Wraz z widocznym tytułem i podtytułem tworzyło to obraz przewidywalny i ucelowany w amatorów żądnych zwyciężania. Trzy tygodnie później po zakończeniu ostatniego akapitu zanegowąłem obraz jeszcze bardziej...ale po kolei.

"Jak bardzo tego..." składa się z trzynastu rozdziałów, do których dochodzi standardowa przedmowa (dr S. Marcora), o autorze i całkiem pokaźna, jak na tego typu książkę, bibliografia, Poza bardziej ogólnym, początkowo autobiograficznym, wstępem wyjaśniającym podstawy psychobiologicznego modelu osiągnięć wytrzymałościowych pozostałe traktują o poszczególnych sposobach radzenia sobie z odczuwaniem wysiłku. Fitzgerald realizuje tę najważniejszą część tekstu poprzez powiązania z fragmentami życiorysów sportowców wytrzymałościowych - zawodowców. Mamy tutaj sporo kolarzy (G. LeMond, C. Evans, T. Voeckler), triatlonistów (P. Newby-Fraser, S. Lindley), biegaczy (S. Prefontaine, S. Wanjiru, J. Simpson), ale także wioślarza (N. Cohen) czy sportowca niepełnosprawnego (W. Stewart). Wszystkie te dwanaście opowieści (no i ta trzynasta - autorska) bez umoralniania i teoretyzowania pokazuje, jak "Ci lepsi sportowcy" z najwyższego świecznika wykorzystują swoją moc psychiczną do przesuwania granic niemożliwego. A trzeba dodać, że ten trener i dietetyk, historie rysuje całkiem ładnie. Zamiast monotonnej analizy sposobu przezwyciężenia stresu fizjologicznego mamy tutaj często fabułę ukoloryzowaną grubymi kreskami wyobraźni idealizującej wysiłek sportowca wytrzymałościowego jako współczesnego Herkulesa walczącego ze słabościami swojego ciała i umysłu. Niezależnie od posiadanej liczby tytułów mistrza świata. Gdzieniegdzie w te błotniste opisy wyścigów czy upalne pokonywania kilometrów startowych wrzucone są rozliczne analizy badan psychologicznych. W tle oczywiście ciągle pojawiające się psychoanalizy sportowców "Jak bardzo tego chcą?". 

Książka pisana jest naprawdę z fajnym pomysłem. Mnie, jako ideowca, najbardziej poruszyły te wątki uniwersalne - walki ze swoimi (identycznymi) słabościami, powód dawania z siebie więcej niż teoretycznie mogłem czy wewnętrzny samorozwój przez sport i permanentna z tego przyjemność. Innego czytelnika przykuje odmienność radzenia sobie ze stresem i w ogóle jego występowanie u elity. Każdy z pewnością znajdzie w tej pozycji coś wyjątkowego dla siebie. Co by jednak nie mówić autor spełnił swoje założenia ze wstępu co do joty. Psychologicznie przybliżył sport zawodowy do amatorskiego pokazując, że różnica między nimi polega wyłącznie na innych parametrach uprawiania dyscypliny. Co więcej ukazał odnoszących sukcesy sportowców nie jako spadkobierców talentu i ciężkiej, tylko fizycznej, pracy. "(...) w miarę jak pokonujesz przeszkody, (...) wyruszasz w podróż transformacji siebie samego w w zawodnika i osobę, jaką chcesz być. Podróż ta to najwspanialszy dar, jaki ma do zaoferowania sport wytrzymałościowy." I to wszystko pokazane jest przez małe psychologiczne zwycięstwa tych "wielkich sportu"...

Z pewnością wiele słów z tej książki pozostanie mi w głowie, ba nawet wyłoni się wraz z wystrzałem pistoletu startowego. Przyznam się też, jako starzejący się już recenzent, że w rozdziale o Voecklerze czy tym wątku dotyczącym sportowej pasji łza napłynęła mi do oczu. Pisał ją człowiek rozumiejący sport dogłębnie i prawdziwie, jakby wycięty z ostatnich rozdziałów. Rzeczywiście "Jak bardzo tego..." M. Fitzgeralda jest pozycją obowiązkową jeśli szukasz tej mocy "stąpania po rozżarzonych węglach" sportu wytrzymałościowego... (zdecydowanie tez zasługuje na bardziej uniwersalne zdjęcie na okładce ;-)


Brak komentarzy

© 2011-2016 Brodniczanin biega.Wszelkie prawa zastrzeżone. Obsługiwane przez usługę Blogger.