2,5 tygodnia do 17.PM

poznan.wyborcza.pl

No i tym bardziej niepostrzeżenie, bo w ferworze obowiązków klubowych (a tu sporo klientów) i rodzinnych, czas do startu w 17.Poznań Maratonie upłynął. Pozostały ledwie 2 tygodnie z hakiem. Tu już cudu się nie osiągnie i wiele nie nadrobi. Jednak w tej życiowej "obok treningowej" walce lekko nie ma i absorbuje ona niesamowicie. Ba nawet stwierdzę, że już dawno nie byłem tak zapracowany. Summa summarum wielki emocji nie ma (zapewne pojawią się te pozytywne przed długo upragnionym powrotem na poznańskie ulice:-), bo w tym kotle codzienności zniknęły. Na całe szczęście robota treningowa szła całkiem sprawnie. I tu, przy całej swej skromności, muszę mocno się pochwalić...

Oczywiście nie jestem czysty, jak łza - w tym całym zamieszaniu popełniłem parę błędów, szczególnie tych mocno weekendowych. Jednak przy poziomie stresu wychowywania dwójki dzieciaków (dzięki CI żona!!!), pracy i realizacji treningu pozazdrowotne wentyle bezpieczeństwa musiały się gdzieś znaleźć. No i się znalazły...choć tylko z małą szkodą dla procesu treningowego. Czasem musiałem odpuścić trudniejszy akcent, czasem długość treningu, a ze dwa razy zrobić dodatkowy nieplanowany dzień wolny. Jednak wobec tych wszystkich okoliczności, o dziwo, cała wykonana robota wydaje mi się bardzo solidna. Spójrzcie na szybki zarys obecnego (sezonowo-fitnessowego) planu:


Pon
Wt
Sr
Czw
Pt
Sob
Bieg 45'
(w tym 8x400m podbiegu/300m t.)
45' spinning
+
15'bieg
Bieg 55' (w tym BNP10km na śr.t. 4:11/km)
2x45'spinning

45'spinning
+
15'bieg
Bieg20-25km


Co by nie mówić, mimo trzech dni zajęciowych, w tym jest pod 60 km biegu (doliczając 3-4-krotny dobieg do pracy). Łącznie ok. 8 h wytrzymałościówki, i trzy treningi funkcyjne (doliczam wybieganie robione w szybszym już tempie albo z elementami szybkościowymi). 

I tak sobie szczerze myślę, że przy szaszorze nic więcej raczej nie mógłbym wycisnąć (dolicz do tego ok. 5-8 h spędzonych w pracy w klubie). Zatem co by nie było to nie będę miał sobie nic do zarzucenia. Jednak po wcześniej przepracowanym okresie (dwie podobne siły biegowe jak wyżej w tygodniu) noga całkiem dobrze podaje i raczej mam dobre przeczucia. Troszkę martwią te krótsze niż zazwyczaj wybiegania. Jednak nawet podczas nich wykonywanych po 4:50/km noga jest cały czas lekka (wcześniej przy 5:00 i 30 km już na 20 km czułem słabszą nogę). Chyba niedługo będę musiał przyznać rację temu przeczuciu, ale jeszcze nie wypowiem tego, że raczej były to moje najbardziej kompletne przygotowania do maratonu (mimo wielu życiowych stresów i szaleństw). Poczekam (i już powoli dumam nad innym rozłożeniem taperingu...ale o tym wkrótce)...

Brak komentarzy

© 2011-2016 Brodniczanin biega.Wszelkie prawa zastrzeżone. Obsługiwane przez usługę Blogger.