"Sportowość" nowoczesnej codzienności



W aktualnych czasach igrzyska olimpijskie i mistrzostwa świata w piłce nożnej przyciągają przed telewizory największą rzeszę widzów. Teoretycznie czasy zimnej wojny, kiedy Stany Zjednoczone i ZSRR walczyły o wpływy geopolityczne za pomocą sportu, minęły. Przyglądając się jednak z bliska każdy gospodarz igrzysk olimpijskich przygotowuje plany rozwoju atletów - złotych medalistów by uszczknąć dla siebie jak najwięcej a resztę bezpośrednich rywali pozostawić w tyle. Codzienność wielu z nas w coraz większej liczbie wypełniona jest jakąś aktywnością fizyczną (tym bardziej w toku osłabiających organizm zmian cywilizacyjnych). Wręcz trudno uwierzyć, że sport nie jest traktowany jako jedna z głównych religii a w obecnych okolicznościach gotowy do użycia przez biskupów argument za laicyzacją społeczeństwa. Co by nie mówić "sportowość" powoli staje się obecna u wszystkich bez wyjątku...


W toku błyskawicznych toczących się w ciągu dwóch dekad zmian technologicznych komunikacja między pokoleniami, ba nawet między rówieśnikami, uległa znacznej degradacji. O ile wcześniej mówiono o różnicach między 18- a 30-latkami to teraz kilka lat więcej oznacza diametralnie inny język stworzony na bazie targetu FB, paru serii ulubionego serialu lub programu typu "talent show". Sam mam problem zrozumieć intencje wielu o kilkanaście miesięcy młodszych kolegów i koleżanek. Nie mówiąc już o toku myślenia. Przenosząc żdźbło tego konfliktu pokoleń dalej na rynek pracy mamy narzekania pracodawców na brak odpowiednio wykwalifikowanych pracowników i brak chęci do pracy u Młodych. Ci z kolei podobno chcieliby zarabiać kokosy już od razu. W końcu oglądając się na boki po ulicach jeździ coraz więcej markowych SUVów, poleasingowych limuzyn czy "igieł" prosto z salonu. Et cetera, et cetera w zależności od której strony chcielibyśmy opisać ten poglobalizacyjny świat (w sumie ciekawe co za określenie na te współczesne czasy wymyślili).

I tak sobie po cichutku myślę, że jednak ta dziejowa sinusoida dzięki teoretycznie wymuszanemu (przez brak codziennej naturalnej aktywności) sportowi ma szanse odbić się niedługo do góry. W końcu co innego w tym pomieszanym szybkim technologicznym życiu ma przekonać zwykłego śmiertelnika do Camusowego " wdzierania się na szczyt", które już samo w sobie jest "wystarczające by wypełnić serce człowieka". Co w tych akomunikacyjnych okolicznościach ma przywrócić chęć do spędzania czasu z innymi. Ba nawet radośnie z nimi rywalizując. Sport w wydaniu amatorskim nie gwarantuje żadnej materialnej nagrody, co chyba w definicji współczesnego sukcesu nie do końca da się zamknąć. Nawet chwilowe smukłe kształty czy zwycięstwo w zakładzie z sąsiadem bez pielęgnowania gdzieś umkną. Jednak już samo spełnianie się w aktywności daje radość wielu pokonującym i pokonanym. 

I mam taką cichą nadzieję, że ta rzesza radosnych ludzi wypełnionych "sportowością" w każdym aspekcie życia pchnie tę sinusoidę bardziej w górę odwracając smutną tendencję. Przecież bez sensu osiągać szczyt po to tylko by go osiągać. Ta wspinaczka i widok po drodze wypełniający serce jest bezcenny. 


Brak komentarzy

© 2011-2016 Brodniczanin biega.Wszelkie prawa zastrzeżone. Obsługiwane przez usługę Blogger.