Kolarze (sportowcy) twardzi chłopcy...



"Matki, naturalnie, instynktownie rozumiały, co niesie ze sobą kolarstwo, dlatego wspomnienia pierwszych lat kolarskiej kariery są pełne opowieści o rowerach ukrywanych za stodołami, strupach, z których niezręcznie się tłumaczyli, błyszczących trykotach ukrytych pod materacami. Jeszcze długo potem, kiedy już jeździli dobrze, pojawiała się postać matki z wyrazem dezaprobaty: Rubiera trzy razy brał udział w Tour de France, jadąc w zwycięskiej ekipie, ale jego matka wciąż zapalała świece na początku każdego sezonu, modląc się, żeby się opamiętał i zrezygnował z wyścigów.

Kolarze nie mogą się temu oprzeć. Wyścigi kolarskie dają to co lubi każdy chłopak: szybkość, niebezpieczeństwo, heroizm, a przede wszystkim - obietnicę zmiany życia. Kolarstwo jest dyscypliną nieurazową - to znaczy łagodną dla kości i stawów - ale niebezpieczną, ponieważ człowiek eksploatuje ciało do granic możliwości. Ten upór w przeliczeniu na liczby robi wrażenie. Przeciętny zawodowy kolarz pedałuje co roku podczas treningów tyle, że mógłby okrążyć ziemię: dzienny współczynnik metabolizmu uczestnika Tour de France przekracza współczynnik członka wyprawy na Everest i zbliża się do najwyższych odkrytych wśród innych gatunków zwierząt. Ale dla tych chłopców z wybałuszonymi oczami, którzy dzięki swojej pracy staja się mężczyznami, godnymi zwycięstwa w Tour de France, nadzieja leży w przekonaniu, że kiedy przeleją całą swoją energię w kolarstwo mogą stać się wielkimi ludźmi i zmienić swoje dotychczasowe życie. "


                                                                    "Wojna Lance'a Armstronga" D. Coyle

Brak komentarzy

© 2011-2016 Brodniczanin biega.Wszelkie prawa zastrzeżone. Obsługiwane przez usługę Blogger.