Optymalne ustanawianie celów treningowych: jakie masz na to sposoby?



Kolejny odcinek "Dyskusji" chciałbym poświęcić na rzecz tematu bardziej abstrakcyjnego, ale jednoznacznie bardzo ważnego jeśli chodzi o planowanie rozwoju sportowego. Jak wysoko ustawić poprzeczkę podczas sezonu by optymalnie podbudować motywację, "nie przeorać się" i zupełnie pozbawić chęci na walkę o swoje osiągi? Wszak wielokrotny brak osiągniętego celu raczej nie pomoże w drodze na własny Everest. Zauważcie, że specjalnie użyłem przymiotnika przed słowem "osiągi" - nie zawsze cel wiąże się z lepszym rezultatem czasowym czy przebieganym kilometrażem. Zresztą jest to nieważne, bo ustanowienie progu abstrakcyjnego czy policzalnego w jakimkolwiek wydaniu często nastręcza ogromnych trudności. Zatem, jak sobie z tym radzicie? Jak można to ułatwić?

Rozpoczynając dyskusję w temacie - o dziwo nigdy nie miałem z tym problemu. Szczerze mówiąc nie mam pojęcia jak to robiłem, ale moje cele - przeważnie planowane wyniki czasowe - oscylowały blisko tych realnych. Zresztą zauważcie moje wpisy treningowe, które dosyć konkretnie wskazują cele wynikowe, a faktyczne nabiegane rezultaty mieszczą się na poziomie maratonu w granicach 2 min. Nigdy nie miałem problemu z planowaniem osiągniętego rezultatu - tak, jak bym odczuwał własne realne możliwości (mimo przecież błędnych wskazań tabel prognostycznych - mój półmaraton i dycha jest o wiele słabsza niż wynik maratoński). Troszkę trudniej o wskazania na krótszych dystansach - jednak tu różnica też mieści w granicach błędu (20 s. dycha i 90 s. półmaraton). W ostatnich latach mogę znaleźć wytłumaczenie w doświadczeniu treningowym i mniej więcej planowanie wyniku z tego. Jednak wcześniej nie wiem jak to robiłem???

Może Wy macie jakiś pomysł???


Brak komentarzy

© 2011-2016 Brodniczanin biega.Wszelkie prawa zastrzeżone. Obsługiwane przez usługę Blogger.