Energia (przelewana?) codzienności...

marzeniaoprzeznaczeniu.blog.pl


Mijają dzień za dniem, miesiąc za miesiącem, rok za rokiem. Co jakiś czas pojawiają się jakieś nowe role życiowe czy pełnione funkcje a inne z kolei odchodzą. Ze zdobywanym doświadczeniem zmienia się podejście do pewnych zagadnień, hierarchia ważności czy cele krótko- i długofalowe. Im dłużej żyje na tym świecie tym zaczynam coraz uważniej przyglądać się pewnym zachowaniom ludzkim i szukać analizujących je pytań oraz konkretnych odpowiedzi. Dlaczego niektórym chce się robić coś bardziej a innym mniej? Dlaczego, patrząc subiektywnie, w pewnych okresach nagle uzyskujemy szczególną skuteczność w realizacji pewnych zamierzeń a w innych znowu zupełnie "leżymy"? Coraz częściej zaczynam wierzyć w jakąś tajemniczą energię, jakkolwiek śmiesznie by to brzmiało.

Sam Albert Einstein w jednym ze swoich złotych cytatów zwracał uwagę na to, że wszystko jest energią. A jeżeli dostosujemy się do częstotliwości tego czego pragniemy to w nieunikniony sposób stanie się to naszą rzeczywistością. I powtarzał dalej: "Nie może być inaczej. To nie filozofia. To fizyka.". Parę lat temu brzmiałoby to jak stek bzdur lekko szalonego geniusza. Zarazem jednak genialnego teoretyka. W tym momencie coraz bardziej otwieram umysł ze zrozumieniem. Z wcześniejszego naśmiewania i zupełnego niedowierzania wchodzę chyba w stan domniemania racji.

Od dobrych paru lat zauważyłem, że nigdy nie udawało mi się kilku, nazwijmy to segmentów życia, utrzymać na bardzo dobrym, patrz rozwojowym, poziomie. Jeżeli ogarniałem rozwój zawodowy, sportowy czy rodzinny i miłosny to leżała stabilność finansowa. Jeżeli poprawiłem wariant materialny to znowu uciekło mi co nieco z części rodzinnej czy np. sportowej. Patrząc przez mgłę bywały okresy kiedy wszystko szło na fajnym zwyżkowym poziomie, jednak w momentach mniej złożonych, kiedy nie trzeba było być odpowiedzialnym za większą liczbę osób. Ostatni raz udawało się to na końcówce studiów i wtedy jako tako można mówić o trudniejszej próbie. Kto ma rodzinę, dzieci, ogromną pasję i odpowiedzialną pracę jednak na pewno teraz lekko się uśmiecha...tamto to nic ;-)

Jednak nie chodzi tu o mój życiorys...ale o tę krążącą gdzieś wokół energię. Wokół każdego z nas. Być może właśnie ta fizyka codzienności. Ten wielki bak energii, którym na swój sposób dysponujemy w ciągu swojego życia. Ten przepływ pomiędzy celami w poszczególnych segmentach życia i dostosowaniem się częstotliwością do ich realizacji. Wiem, brzmi to jak gadanina człowieka - różdżki, energoterapeuty, pustelnika czy lekko szalonego, podstarzałego geniusza. Ja z tego też kiedyś się śmiałem...jednak powoli chyba przestaję. Zwróćcie uwagę na swoje życiorysy i pomyślcie czy to nie ma sensu? 

Wcześniej realizowałem praktycznie wszystko czego chciałem. Po błędach większych, mniejszych, w końcu prowadzących do celu. Teraz, wydaje mi się, doszedłem do realizacyjnej ściany, której nie przejdę jeśli pewnych rzeczy nie zmienię. Jeśli pewnych częstotliwości (celów?hierarchi?) nie przekieruję. Wcześniej było z czego dolewać. Teraz trzeba już przelewać z jednego obszaru do drugiego. Z pustego Salomon nie doleje...a przecież jest jeszcze tyle do zrobienia.


Brak komentarzy

© 2011-2016 Brodniczanin biega.Wszelkie prawa zastrzeżone. Obsługiwane przez usługę Blogger.