TORQ Energy Black Currant i Recovery Banan i Mango



Jako od wielu miesięcy dobrowolnie stosujący napoje izotoniczne TORQa z przyjemnością sięgnąłem po kolejną nowość smakową brytyjskiej firmy TORQ Energy Black Currant. Po pierwsze ciekawy jej inności, po drugie przecież przy okazji wypełniam misję wobec Czytelników mojej stronki. Dodatkowo w paczce znalazłem nowość smakową TORQ Recovery - Banan i Mango. Wrażenia poniżej.


Na początku od razu zwrócę uwagę, że bardziej rozbudowanych tekstów na temat suplementów i systemów TORQ Energy i Recovery chętni Czytelnicy mogą poszukać tutaj lub tutaj. W tym krótkim wpisie chciałem tylko napomknąć o tych nowościach lub smakach, których wcześniej nie miałem przyjemności spróbować. 

Co by nie mówić od zawsze uważałem brytyjskiego producenta suplementów za idealnego jeżeli chodzi o wzornictwo opakowań. Dobór kolorów czy ich design zdecydowanie to "international level". Przypadek charyzmatycznego fioletowego w Energy Black Currant przypomniał mi o tym od razu. Po prostu mistrzostwo świata. Ja zawsze w tym kulałem, stąd bardzo dobre wybory doceniam tym bardziej. Oczywiście wszystko co wcześniej opisane: numer partii produkcyjnej, skład )bez sztucznych słodzików i konserwantów), dawkowanie itd nie zmieniło się wcale. Poza aromatem naturalnym czarnej porzeczki. Nigdy nie lubiłem tego smaku, dlatego bardziej niż zwykle byłem ciekaw konfrontacji z TORQ Energy. No i wyszło zgodnie ze starymi nawykami: według mnie to najgorszy smak z segmentu Energii. Zawsze kojarzył mi się z perfumami i jakąś wodą perfumowaną. Mimo wszystko po kolejnych łykach TORQ Energy neutralizował się i "perfumy" przestały przeszkadzać. Zatem słabość smaku czarnej porzeczki z soków - zawsze starałem się ich unikać - nie została bezwzględnie pokonana przez technologów TORQ. Choć z drugiej strony, dla tych lubiących standard czarnej porzeczki, to chyba dobra wiadomość. Bo jeśli czarna porzeczka miałaby smakować inaczej to ...no właśnie.



Pozostałe atrybuty TORQ Energy Black Currant zgodne z wcześniej odkrytymi. Łatwo się rozpuszczał, równo trzymał podaż energii bez żadnych załamań, bez oznak ociężałości z łatwością trawiony był przez żołądek. 

Smakowe możliwości TORQ Recovery Banan i Mango z kolei przerosły mnie bardzo. Spodziewałem się słodkiego zwyczajnego bananowego smaku a dostałem jogurt bananowy z wyczuwalną, o dziwo słodszą, nutą mango. Zapomniałem o tym specyficznym smaku suplementów z systemu Regeneracji. Tu chyba zdecydowanie miałem do czynienia z najlepszym doborem aromatów (choć biję się z myślami czy nie lepszy był Truskawkowy krem). Ilekroć piłem TORQ Recovery zastanawiałem się jak można tak idealnie dobrać stosunek słodkiego smaku i skład produktu. Chylę czoła przed technologami z Wielkiej Brytanii. Co do działania to przypuszczam, że potwierdziłoby obserwacje poczynione wcześniej przy testowaniu 1,5 kg opakowania - w przypadku tego testu smakowego miałem do czynienia z 75 g saszetką. Mogę tylko powiedzieć, że po drugiej sesji treningowej - 45 min pływania (5 godzin wcześniej było 1h15min biegu) wieczór był znacznie lżejszy niż poprzednie. Oczywiście w przypadku jednorazowego zastosowania mógł to być zbieg wielu okoliczności.

Cały czas cieszy mnie to, że producent TORQ chętnie poszukuje kolejnych nowych rozwiązań. Po serii nowych produktów (opisywanych tutaj) odświeża też te starsze chociażby smakowo. Szkoda mi wyboru akurat czarnej porzeczki, ale ktoś też ją lubi. Czekam na następne pomysły brytyjskiej marki...


Brak komentarzy

© 2011-2016 Brodniczanin biega.Wszelkie prawa zastrzeżone. Obsługiwane przez usługę Blogger.