Jak to pech niszczy sportowca ciało...



Wielokrotnie w moim gabinecie odbywa się ta scena. Wchodzi pacjent, opowiada historię swojej kontuzji - bólu, ja zapytuję o ewentualne przeciwskazania i inne na pozór niezwiązane problemy. Potem zaczyna się testowanie w pozycji stojąc i leżąc i po chwili, z reguły w 8 na 10 przypadków, jestem zadziwiony możliwościami kompensacyjnymi organizmu ludzkiego. Wielokrotnie w głowie pada to pytanie "Jak organizm tak długo mógł znosić takie zaniedbania?". 
Wielokrotnie również w takiej sytuacji zdarza się wyczuć ten emocjonalny krzyk poszkodowanego "Dlaczego to on!". W sumie sam pamiętam swoje początkowe przygody z bieganiem i liczne kontuzje, na których paradoksalnie zbudowałem doświadczenia instruktorsko - terapeutyczne. Pamiętam zatem i tę etapowość walki z przeciążeniem "nadzieję//nerwowość/depresje/irytację/wnerw". Nie dziwię się klientom, którzy wobec swojej i wyczytanej, choćby w internecie, wiedzy próbowali się do uprawiania sportu przygotować. Zupełnie nie rozumiem natomiast tych "szybkich niezniszczalnych".

Oczywiście, że mechanikowi łatwiej o konserwowanie silnika i dbanie o każdy, nawet najmniej wydawałoby się ważny, element zawieszenia. Ciało ludzkie w porównaniu z samochodem jest o wiele bardziej skomplikowane i zapewne ciężko, choćby spędziło się wiele miesięcy wczytanym w periodyki biegowe, przewidzieć swoje potencjalne błędy treningowe i biomechaniczne. Pracuję w tym zawodzie od czterech lat, biegam od dziesięciu (sensownie może od 5 lat ;-) i co dzień uczę się czegoś nowego. Jest to dosyć trudna robota nad tak "plastycznym materiałem".

 Jednak uwierzcie, że do poziomu dosyć zaawansowanego etapu biegacza (3h10, 1h30, 40 min) wystarczy zwrócić uwagę na co sezonowe wzmacnianie głównych mięśni, systematyczne rozciąganie czy parę ćwiczeń koordynacyjnych. Co ważne na portalach biegowych ciągle dostępne są materiały na temat tych podstawowych zagadnień. Zresztą z łatwością do znalezienia. Ba...dostępne są nawet teksty o płaskostopiach, szpotawościach i nierównowagach mięśniowych.

Jednak cały czas wielu "pechowców" trafia do nas masażystów z przeświadczeniem niewinności. Oczywiście lekceważyli przy tym wszelkie zasady treningowe, jak choćby złote wręcz "10% kilometrażu" czy zmniejszania objętości/zwiększania intensywności (o tym także sporo już napisano!). Oj ten pech...on ciągle niszczy ciało sportowca. Niezawinionego oczywiście. A ja w tej "pechowości" tylko gwiżdżę chwaląc, mimo wszystko, możliwości "ciała niezniszczalnych".


Brak komentarzy

© 2011-2016 Brodniczanin biega.Wszelkie prawa zastrzeżone. Obsługiwane przez usługę Blogger.