Ostatnio jestem na siebie zły...



Ostatnio jestem na siebie ogromnie zły...dlaczego? Tu zbiegło się sporo powodów, jednak przede wszystkim dlatego, że nie daję rady. Na wielu polach chciałem wyznaczyć sobie wysokie standardy i leżę i kwiczę. Dosłownie. Poza wiecznym brakiem czasu dla rodziny i wnerwem "goniącego taty" (ten wątek ominę - w końcu to nie blog żalącego się mężusia - tatusia!) oraz wieczną robotą w klubie, robię średni trening, powtarzalne błędy weekendowe, ale przede wszystkim opuszczam się na stronce. Od wielu miesięcy zdaję sobie sprawę ze słabej jakości tekstów publikowanych. Co więcej nawet sam świadomie publikuję te przeciętne, moim zdaniem nie za dużo (poza może paroma) wnoszące do życia czytelników, "szybkie posty". Strasznie wnerwia mnie to, że nie daję rady...

Pamiętam początki strony i ten ogrom czasu wolnego (w tym momencie to wręcz bezkres czasu wolnego!). Wtedy nie było takiego doświadczenia i możliwości, ale teksty powoli z kolejnymi miesiącami stawały się lepsze. Wreszcie potem było przejście na platformę Google'a i wszystko dalej się całkiem fajnie kręciło. Szukałem odbiorców i kierunków publikacji. Ruszyło się parę tematów nawet na maratonypolskie.pl - w końcu na dobrą publikację mogłem poświęcić 2-3 dni. Niestety, albo stety, obok toczyło się zwykłe życie i liczba obowiązków rosła wraz klientami w klubie fitness. W tym momencie siedzę praktycznie cały etat w klubie, a do tego w dzień ile mogę z moimi "czubkami". I tu nawet o żalenie się na brak czasu nie chodzi...

Najbardziej wnerwia mnie to, że kiedyś wróciłbym z roboty, gdzie pół dnia wcześniej jak się dało spędziłem z dziećmi i żoną, a potem z radością zacząłbym pracę nad jakimś fajnym tekstem. W pierwszych latach stronki jakoś dawałem radę spać po 4-5 godzin pisząc po nocach (oczywiście było mniej obowiązków, dzieci, klientów itd.). Teraz z reguły wracam po 6-10 godzinach w klubie (lub na 2-godzinną przerwę w ciągu dnia), gdzie wcześniej rano te 4-5 godzin byłem z dziećmi (żona też pracuje), porozciągam się po treningu/zajęciach, zjem i szukam mocy na napisanie czegoś. Wnerwia mnie to, bo powinna to być przyjemność. Rozwojowa. Poszukiwawcza. Spełniająca. Oczyszczająca. A tak trochę "pościemniam" przeszukując sieć lub co gorsza tv i potem z braku czasu "bo już niebawem północ, a na kolejny dzień trzeba się wyspać" naskrobię coś przeciętnego. Czego tu brak? Chęci? Mocy? Nadziei na materialny dochód? A może jednak czasu? Ja już nie potrafię sprecyzować...

Wnerwia mnie to! Naprawdę. Zatem trzeba się brać. Albo zacznę robić to porządnie. Albo szkoda marnować Waszego czasu! I swojego rodzinnego też! Bez sensu.

Najgorsze w tym wszystkim jest to, że czuję w tym swoją winę słabego organizatora. Z drugiej strony ciężko jakoś to lepiej poustawiać bez kosztów któregoś z segmentów życia. Teoretycznie czasu wolnego odrobinę jeszcze jest, ale kiedy się wtedy "odmóżdźać"?! Rodziny nie sprzedam. Sportu nie rzucę. Pracy i pasji nie zostawię. Stronkę też jakoś mi ciężko. Tyle pracy w to włożyłem. Ale żeby tak wszystko robić na średnim poziomie...to to chyba nie ma sensu. Coś tu trzeba wymyślić.


Brak komentarzy

© 2011-2016 Brodniczanin biega.Wszelkie prawa zastrzeżone. Obsługiwane przez usługę Blogger.