10.PKO Poznań Półmaraton i życiowo



Musiałem poczekać dziesięć lat by po raz pierwszy wziąć udział w ponad dziesięciotysięcznym biegu. Jubileuszowy 10.PKO Poznań Półmaraton nie miał tym razem rekordowej frekwencji,ba nawet zabrakło do niej tysiąc uczestników. Dla mnie jednak były to zawody rekordowe. Organizacja, rozmach, występ polskiej elity i przede wszystkim własny rezultat cieszą ogromnie. Dobrze upewnić się, że Polacy także potrafią...


Gdy parę dni przed zawodami spoglądając na listę startową zobaczyłem liczbę ponad 11 tysięcy odebranych pakietów podejrzewałem, że rekordu frekwencji nie będzie. Pojawiła się także delikatna obawa o jakość zawodów. Meta jubileuszowego półmaratonu miała się mieścić na hali targowej nr 5. Ponad 10 tysięcy osób na zamkniętej przestrzeni MTP w Poznaniu - mogło się to skończyć różnie. Echa nieudanego zeszłorocznego Biegu Niepodległości nie cichły...


Na całe szczęście - i pełen profesjonalizm organizatorów - wszystko wyszło pięknie. Hale zdecydowanie zmieściły wszystkich. Przy takiej liczbie startujących momentami panował ścisk przy kolejkach do depozytów czy smakołyków postartowych. Jednak milion dolarów temu kto potrafi finisherów z najliczniejszych czasów 1h40-2h15 poprowadzić do jedzenia czy szatni w 10 minut. Tym bardziej jak jest ich blisko 7 tysięcy. Poznaniakom poszło to naprawdę sprawnie. Wszystko potem to już była łatwizna. Pogoda dopisała idealna. Chłodnawy poranek przerodził się w słoneczną, lekko wietrzną aurę. Niesamowici byli też zwycięzcy - Marcin Chabowski i Karolina Nadolska. Pierwszy "nabiegał" 1h03:15 pokonując po drodze dwóch Kenijczyków. Druga pobiła Rekord Polski uzyskując 1h09:53. Trasa ku temu sprzyjała. Właściwie pierwsze kmy z górki, dłuższe podbiegiwanie ok. 11-13 km a tak płasko i przyjemnie. Chyba najlepsza i najszybsza trasa półmaratońska Polski. Sama końcówka na hali przy wrzasku spikera, koncercie Mezo i mgielno - świetlnym klimacie mnie - wbiegającego - zaskoczyła niesamowicie. 

A mój bieg? No cóż życiowy. Planowane 1h22:30, choć łatwo nie było. Początkowo tempo 3:55/km przerażało. Pierwsze kilometry sporo z górki i nadrabianie a potem utrzymanie tempa na płaskim do 11 km. Tam spory podbieg i spadek tempa na ok 3:58-4:00/km. 13 km zjedzony żel z kofeiną i kiedy mignęła obok ogromna tablica z 15stką rozpocząłem odpalanie finiszowego tempa. Kilometry potem leciały po 3:48, 3:51, 3:53, 4:02 (?), 3:49 i ostatni 1,1 km po 4:08. Średnie tętno wyszło na poziomie 171 ud/min ze szczytem tylko na 180 ud. Średnie tempo 3:55/km na mnie do tej pory robi wrażenie. Gruby, 85 kilogramowy biegacz, biegnący w takim tempie musi być ciekawym widokiem. Cieszy taktyczne i planowe zrealizowanie biegu z końcowym rezultatem. Życiówka sprzed 3 lat pobita o 1 minutę. Żyć, nie umierać. Teraz czas skupić się na części triatlonowej...i robieniu szybkości i wagi pod trening maratoński na jesień. Tam będzie trzeba urwać kolejną życiówkę...

Gratulacje dla organizatorów 10.PKO Poznań Półmaratonu. Dla mnie jesteście wielcy...taka impreza to europejska czołówka. I jak tu nie wracać co roku?!

Brak komentarzy

© 2011-2016 Brodniczanin biega.Wszelkie prawa zastrzeżone. Obsługiwane przez usługę Blogger.