Trudność poszukiwania i trwania...

wallpapersafari.com

Wielokrotnie zastanawiam się nad powodzeniem filmów przygodowych czy powieści high fantasy, jak np. "Władca Pierścieni". Właśnie historia Froda od zawsze kojarzyła mi się z drogą przez życie i autorozwojem, nieoczekiwanym niewiadomym i uczestniczeniem w ciągu przyczynowo skutkowym szerszym niż własne "ja". Oczywiście utożsamianie się z bohaterami przygody tak, jak u każdego widza/czytelnika, było już podświadome i bardzo wciągające w całą trylogię. Niestety/stety na co dzień nie możemy tak po prostu wyłączyć telewizora jak coś nam nie wyjdzie a nawet jeśli porwie Nas ciąg zdarzeń silniejszych nasza "sprawczość" w nich jest o wiele większa. Czarodziej nie powie Nam co należy zrobić i kiedy...tym bardziej w sporcie...(choć wielu takich w sieci się pojawia w mgnieniu oka ;-)

Wielokrotnie zdarza się, że trudniejsze od osiągnięcia celu jest ustalenie go w ogóle. Tak sobie myślę, że często to jest problem rozpoczynających przygodę ze sportem. A to właśnie ten pierwszy bodziec później kieruje nas na drogę ku spełnianiu marzeń. Nietrafnie dobrany opóźnia ich realizację, a co najgorsze od razu czyni drogę do nich wyboistą. Wielu adeptów biegania teoretycznie na początku chce tylko biegać, a po ziszczeniu celu już aktywnie truchtając gubi się w natłoku wielu wyborów i chaosu treningu. Ginąc gdzieś tam niemiłosiernie (w ogniu kontuzji). Inni z kolei trwając ciągle w ambitnych planach brną dalej w obłoki marzeń nierealne i nieosiągalne, ale jednak ciągle chłostające motywację trudnością zrealizowania. Wiele jest przypadków sportowców i marzycieli ...

Sam nie pamiętam i nie mam pewności, jak to kiedyś u mnie się zaczęło. Na pewno z permanentnej chęci poruszania się. Bieganie jakoby wydawało się do tego idealne. W czasie przed egzaminami nie do końca przyjemne i łatwe. Później w czasie studiów na AWF bardzo rozluźniające i systematyzujące. Kolejnym epizodem był debiut w maratonie i powoli rosnące wraz z moim poziomem wytrenowania rezultaty biegowe. W pierwszej kolejności przerośnięte (patrz wyżej -przypadek pierwszy), a dopiero po powrocie do metodyki treningu łagodnie wzrastające do poziomu wydolności. Wreszcie ustanawianie celów i trwanie w nich stało się taką codziennością, że chyba łatwiej jest mi je realizować niż inne codzienne obowiązki. Niesamowite...

Spotykając takich chaotycznych początkujących marzycieli z jeszcze nie do końca rozwiniętą ideą sportu i tym bardziej usystematyzowanym treningiem wielokrotnie zastanawiam się czy łatwiej jest poszukiwać czy trwać w celach? Wspomagając ich wiedza z zakresu treningu sportowego anegdotycznie podkreślam, żeby przemyśleli chęć jej usłyszenia jeszcze raz, bo później już nie będzie odwrotu. Bo jakże odpuścić coś co można zrobić lepiej? Jak robić coś gorzej mając możliwości ku rozwojowi? Jak odpuścić cele, które nabierają realności tak mocnej, że tylko ograniczenie czasu może je opóźnić? Zatem czy nie lepiej cały czas poszukiwać i nie zagłębiać się tak mocno w tajniki sportu, że później już trudno po prostu "sportować się"? Czy może łatwiej trwać w realizacji kolejnych parametrów bez szans rozwoju w pewnym momencie w kolejnych?

To chyba dyskusja nierozwiązalna...jak myślicie?


Brak komentarzy

© 2011-2016 Brodniczanin biega.Wszelkie prawa zastrzeżone. Obsługiwane przez usługę Blogger.