Zostało 26 dni...

halfmarathon.poznan.pl

Koniec zimy, kiedy pogoda zmienia się w kierunku tej fajniejszej i "bezkurtkowej", każdemu biegaczowi kojarzy się już z nadchodzącymi startami. Tak też to działa u mnie. Początek marca jest właściwie już wyczekiwaniem na pierwszy sygnał startera w sezonie. Z reguły jest to wystrzał na poznańskim półmaratonie - w tym roku odbywającym się jako dziesiąta edycja i wyjątkowo (albo pierwszy raz) w ostatnią niedzielę marca. To co parę miesięcy temu mnie martwiło teraz nawet cieszy. O te dwa tygodnie szybciej niż normalnie (zazwyczaj startowałem w pierwszym tygodniu kwietnia!) poczuję klimat startowy...

Jednak wpierw by odczekiwać na start wcześniej trzeba było pociągnąć te budujące formę tygodnie. W tym momencie pozostały już blisko cztery tygodnie i połowa roboty jest za mną. We wcześniejszym poście (tutaj) opisywałem mój pomysł na ich przepracowanie. Chyba, jak nigdy, jestem pewien, że przetrenowałem je na 100% normy. Oczywiście pojawiły się czasem drobne błędy okolicznościowe i motywacyjne, jednak ciężki o ich nie popełnienie kiedy na niebie ciemno (a zima była wyjątkowo bezsłoneczna), ciągle chłodno i smutno pogodowo. Cały miesiąc wyszedł naprawdę konkretnie...

Poniedziałki miały być dniami akcentów tempowych z serii 2-3x 2km/4:00 wydłużanymi tak by w marcu osiągnąć solidne ciągłe. Po pierwsze najpierw zmieniłem kolejność ze środą i wstawiłem tu podbiegi 200m/200m o nachyleniu 6%, które z tygodnia na tydzień wykonywałem najpierw w tempie 4:47, potem 4:35 aż wreszcie dzisiejszy pierwszy z serii bodźcujących treningów w części głównej zrobiłem w podobnym tempie, ale po 10 min "przygrywce" na 1%  po 4:17. O dziwo zmieściłem się tętnie progowym (choć na granicy!).

Biegowa środa to już typowe ciągłe i to właściwie od razu w ilości 6-9 km. To już jest bardzo zależne od czasu "międzyklienckiego" -35-45 minut. Pierwsze dłuższe ciągłe były, jak to bywa trudne, jednak o dziwo nie tak trudne jak 3-4 kmówki. Drugi tydzień lutego był trzecim wprowadzeniowym tych szybkościowych akcentów i już wtedy poczułem różnicę. Właściwie z każdym kolejnym tempem, jeżeli nie byłem osłabiony pobocznymi okolicznościami, to już wyraźnie zacząłem sobie radzić z prędkościami na poziomie 14,8 - 15,2 km/h (3:56-4:03/km). Dla mnie wobec mojego biegania na bieżni mechanicznej to prawdziwy przełom.

Do tego doszły soboty, które miały być podwójnym treningiem biegowym i później pływackim. Z powodu braku czasu w ostatnich tygodniach lutego łączyłem dwa treningi w jeden. Biegowo wykonywałem jednorazowo podbiegi i później już ciągły. Basenowo nawet jakoś mi tego mojego "pseudopływania" nie osłabiało. Zdążyłem tez wykonać fajną próbę pobasenową - 9 km ciągłego. Tu, ku mojemu wielkiemu zdziwieniu, zmęczony pływaniem organizm poradził sobie z łatwością z tempem na poziomie 4:00-4:05/km. Niesamowite...

Spinningi wykonywałem jak to zwykle bywa na "podjaraniu" i prowadzeniu zajęć - zbyt mocno. To od wielu sezonów jest mój problem. Po paru miesiącach sezonu budzę się z tętnem o 5-10% za wysokim i rower na 1/2IM potem jadę słabo. Tym razem cały letarg "zawyżonego tętna" przerwałem już w połowie lutego i jest szansa, że co nieco uda mi się jeszcze do maja nadrobić. Jakaś tam moc jest, ale to zwyczajny efekt jazdy siły i na sporym zmęczeniu. Co innego kiedy trzeba jechać na tętnie tlenowym...te w 1/2 IM jest ważniejsze. Kiedy wreszcie pojade sezon dobrze rowerowo...

Na basenie nuda i brak czasu na więcej niż jedną jednostkę w tygodniu. Na to znowu przyjdzie czas po poznańskiej połówce. Póki co słabizna i podtrzymywanie jakiegoś tam minimalnego czucia wody. Obym zdążył zapracować na urwanie chociaż  dwóch minut z życiówy (tylko 38 min).

Mimo wszystko, zważywszy na okoliczności zawodowo - rodzinne, jestem zadowolony, bo chyba szykuje się całkiem rekordowy sezon. Jak nic nie zepsuje przetrenowaniem w ostatnim tygodniu to "połówka" powinna być całkiem udana. Byleby tylko nie zabrakło odwagi na szybki bieg od początku...


Brak komentarzy

© 2011-2016 Brodniczanin biega.Wszelkie prawa zastrzeżone. Obsługiwane przez usługę Blogger.