Analiza biegu - 10.PKO Poznań Półmaratonu



Po półmaratonie minęło już 1,5 tygodnia a głowa cały czas analizuje dane z biegu. Po takim starcie docelowym tej części sezonu zebrało się sporo przemyśleń, więc nie dziwne. Teoretycznie był to pierwszy poważniejszy sprawdzian, a więc nabiegany niekoniecznie w ogniu doświadczenia, ale jednak na obecny "full". Z drugiej strony taki "pełen full" dodaje fajnego bodźca treningowego i na posiadanym już doświadczeniu aktualnych możliwości pozwala w następnych startach sięgnąć dalej. Z subiektywnego punktu widzenia był to "full" na takie 95%, zresztą co widać na przebiegu wykresu tętna. Można było urwać więcej. O reszcie poniżej...



Bodziec to na pewno był dobry. Doświadczony biegacz, przy umiejętnym wykorzystaniu zmęczenia w pierwszym tygodniu postartowym i przetrenowaniu dalej aktualnych parametrów, potrafi wznieść na kolejny poziom formy. Oczywiście mówimy o tych półamatorach, którzy jeszcze mają co podbijać (u zwycięzców na poziomie 1h03 to zapewne średnio działa!). Ja rzadko kiedy to wykorzystywałem, bo jakoś tak nie lubiłem startować. Jednak z punktu widzenia rozwoju jest to na pewno błąd (stąd jestem tu gdzie jestem...). W moim przypadku trasa najbliższego półmaratonu (Półm. Grudziądz - Rulewo - 1 maja) jest o wiele bardziej pofałdowana i jako tako nie ma co przenosić tempa z 10.PKO Poznań Półmaratonu. Czas o 1,5 minuty gorszy (czyli 1h24) uznam za sukces. Patrząc na wykres tętna do zmian wysokości na 10.PKO Poznań Półmaratonie nie widać jakichś większych wahań w takim stosunku. Poziom "transportu" nawet pod górę na tym tempie wyglądał bardzo przyzwoicie. Fajne było to, że ze 175-177 na szczycie pagórka zjeżdzałem na 170-172 na końcu zbiegu. Sporo roboty treningowej włożyłem właśnie w siłę biegową i właśnie w kontekście półmaratonu śladami B. Malinowskiego. Jak ktoś bieg to wie, że od 10 km tam zaczyna się fajna zabawa, która od 17 km przechodzi w ciągłe pofałdowania. W kontekście aktualnych parametrów jestem ciekaw jak tam zachowają się moje nogi. Mięśniowo natomiast muszę powzmacniać przód ud - na starcie szybko się zmęczyły (sytuacja powtarzalna już od 2-3 sezonów) plus długa bolesność mięśniowa po biegu.

Podczas 10.PKO Poznań Półmaratonu zauważyłem tradycyjny brak szybkości. Oczywiście podejrzewałem, że tak będzie, bo waga nie ta, bo treningu szybkości jakiegoś nie było. Liczyłem jednak na tą robotę siłową i jakieś przeniesienie mocy na szybsze tempo. Oczywiście wyszła życiówka i nie ma co marudzić. Jednak wyszedł też brak szybkości przy tej wadze. Chcąc biegać szybciej muszę obniżyć swoją wagę i przerobić więcej szybkości. Brzmi to banalnie. Niestety jednak grubego biegacza maratońskiego ciężko przerobić na "dyszkowego". Zmiany już dokonane. Przy okazji warto przerobić więcej dych i warto zbliżyć się do życiówki na poziomie 37,5 minuty... (tylko kiedy?!!!ehh...ten czas)

Biorąc pod uwagę cel najważniejszy tej pierwszej części sezonu, czyli dobry występ na Energy Triathlon Lidzbark Welski - 2 lipca, zrobienie życiówki na "połówce" to cel etapowy. Odznaczone i fajnie. Szybkie dojście do siebie po minięciu mety. Nawet brak większej roboty na poziomie 180 ud/min (parę momentów po przyspieszeniu na 15 km, gdzieś na 18 km czułem większe zmęczenie, reszta to błędy pomiarowe) pokazał, że organizm nie poszedł na full i w kontekście roboty między 3:5 a 5h startu w 1/2 IM daje to spore pole do popisu. Z reguły w gorszej formie miałem spadek z "czystej" życiówki o prawie 4 min. Czyżby oznaczało to zrobienie dystansu półmaratońskiego w triatlonie na poziomie poniżej 1h26. Myślę, że przy trzech miesiącach pracy i mojej dobrej bazie wytrzymałościowej jest to bardzo realne. Choć lepiej było nawet pobiec gorzej a całość zrobić w 4h50. Czas pokaże...


Brak komentarzy

© 2011-2016 Brodniczanin biega.Wszelkie prawa zastrzeżone. Obsługiwane przez usługę Blogger.