Green Run - Four Colours Inowrocław 2017



Pierwszy bieg - Green Run, z serii Four Colours Grand Prix w Inowrocławiu wybraliśmy z bratem po długich poszukiwaniach. Początek kwietnia nie jest, wbrew pozorom, jakimś obfitującym w "pewne" dyszki czasem. Od razu znaleźliśmy informacje o nagrodzie dla najlepszego cyklu biegowego 2016 w kuj. - pom. i po paru wymianach zdań zdecydowaliśmy się. 


Od momentu wejścia na Stadion Miejski im. Inowrocławskich Olimpijczyków, a przyjechaliśmy całkiem wcześnie, bo 130 min przed startem, na urokliwym stadionie już powoli panował ruch. Wolontariusze spokojnie z pietyzmem krzątali się wokół Biura Zawodów kompletując zapotrzebowanie. Panie w liczbie dwóch w tymże biurze rozdawały pakiety startowe. Słowem jeden wielki spokój...nie jak w przypadku imprez na 450 osób. 

Ciągle zastanawiałem się, gdzie jest haczyk i za co ta nagroda. W pakiecie startowym, za ok. 30 - 50 zł (zależnie od dystansu), standardowa koszulka, całkiem pyszne kabanosy, batonik i stos ulotek. Normalnie. Cały czas nie było ani wielkiej zadymy ani żadnych fajerwerków. Ludzie zjawiali się jednak coraz liczniej i liczniej. I tak było do momentu ustawienia strefy startowej na nowej tartanowej bieżni (oj taka przydałaby się w Brodnicy!!!).

Wreszcie, gdy padł pierwszy wystrzał a ja w kolorowym korowodzie biegaczy pognałem na trasę zrozumiałem w czym rzecz. Właściwie kiedy mijałem 5 km trasy i tym samym jej pierwszą pętlę. Słowem płasko, płasko i często jakby z górki. Na dystansie może były ze dwa krótkie podbiegi z kategorii lekkich. Pierwszy z serii czterech biegów Four Colours pod tym kątem zrobił na mnie zaskakujące wrażenie. Nigdy wcześniej nie biegłem na tak prostej trasie. No, ale żeby organizatorom oddać też klasę, rzeczywiście całość organizacyjna także przebiegła bardzo schludnie. Na Biuro Zawodów narzekań nie słyszałem. Co prawda już parę minut po moim dobiegu (37:15) zabrakło bananów dla reszty "dyszkowiczów" (wcześniej większość z 280 "piątkowiczów" już ukończyło swój bieg!). Narzekano też na złe rozmiarówki zielonych, jak sama nazwa imprezy, koszulek (moja zamówiona L, a rzeczywiście M też mogłaby być większa). Praktycznie jednak już o 14.10, kiedy wyjeżdzaliśmy z Inowrocławia wszystko miało się ku końcowi i rzesza biegaczy czekała na losowanie i nagrodzenie zwycięzców. Ta rzesza wyglądała na szczęśliwych...

Słowem Green Run z serii Four Colours Grand Prix można uznać za całkiem fajną imprezę. Spokojniutka i cicha, jak na większy Inowrocław, atmosfera, dobra organizacja nie pozbawiona drobnych błędów, ale i przede wszystkim świetna trasa. No i ta pogoda, kwietniowa, chłodna z powiewem wiosny. Idealna. Zapewne jeszcze tam wrócę...choć trzeba zrecenzować jeszcze tyle biegów!


Brak komentarzy

© 2011-2016 Brodniczanin biega.Wszelkie prawa zastrzeżone. Obsługiwane przez usługę Blogger.