Słuchawki MEE M9B



Kolejny test słuchawek dokanałowych spod dystrybucji RAFKO czyni mnie chyba najbardziej słuchającym muzyki biegaczem w sieci. Paradoksalnie przed pierwszymi testami nie lubiłem biegać z muzyką. Co więcej podczas testów MEE M9B, zresztą potwierdzając poprzednie obserwacje, okazało się, iż subiektywne odczucie intensywności treningu miałem wyższe niż normalnie. Oczywiście mówię o treningach z serii "dobij mnie". Konkretniej o sprzęcie poniżej...

Tak, jak w przypadku wcześniejszego produktu MEE Audio, mamy podobne opakowanie w kształcie prostopadłościanu z trójwymiarowym połyskiem na logotypie firmowym, charakterystycznych cechach czy widoku poglądowym sprzętu. W środku natomiast plastikowa formą zawierającą zgrabnie zapakowane słuchawki, kabel do ładowania, 4 pary różnej wielkości dokanałowych gumek i oczywistą instrukcję. MEE M9B w porównaniu do normalnych "kablowych" słuchawek sprawiały wrażenie delikatnych. Ich łączna długość, od zwisającego kabla do "dokanałówek", wynosiła ok. 20 cm. To nie 100 - 140 cm irytującego kabla, tylko pełna wygoda krótko zwisającej kilka centymetrów poniżej brody kawałka "bluetoothowego" plastiku. Wykonanego, jak u Amerykanów, bez zarzutu. 


Gumki po dopasowaniu były idealne (o dziwo wcześniej zawsze miałem mały problem z dopasowaniem). Nawet w trakcie podbiegów nieznacznie wypadały z uszu. Wiecie, jak się podbiega na 6% skosie po ok. 4:30/km elementy termoplastyczne mogą nie dać rady. Jednak MEE M9B w takiej konfiguracji musiały być poprawiane ledwie co drugie - trzecie 200-metrowe powtórzenie. Dla mnie efekt zaskakujący. W normalnej płaskiej tempówce poprawki były jeszcze rzadsze. Lekko zwisający poniżej brody kabel w ogóle nie przeszkadzał. Sam byłem zaskoczony (poza delikatnie większą intensywnością treningu) jak wszystko "miło" przebiega. 

Kontrola słuchawek za pomocą suwaka na kablu była świetnym pomysłem. Na początku wydawała się dla mnie bezsensowna - co może zmienić kawałeczek plastiku zbierający dwa kable. Z biegiem czasu okazała się konieczna. Tempo po 4:00/km  na początku nie było dla mnie jak i dla słuchawek. Po podsunięciu suwaka pod brodę - zdecydowanie poprawiła się płynność biegu. Takie "proste" elementy, jak właśnie dopasowanie do brody, elastyczna (choć mniej niż w MEE M6) końcówka kabla z odpowiednimi perforacjami bliżej słuchawki czy mała waga kontrolera po prawej stronie kabla, miały ogromne znaczenie. Zresztą obsługa przez ten "minipilot" w klubie fitness znowu się przydała. Wyciszenie muzyki w mgnieniu oka poprzez kilkukrotne wciśnięcie "-"pozwalała prowadzić rozmowę nawet w zaskakujących okolicznościach.

Fajne w MEE M9B był też 10 m zasięg. Przejście z miejsca na miejsce nie łączyło się z "włóczeniem" z kablem wokół szyi i korpusu i telefonem w rękach, ale zwyczajną luźną przechadzką. Naładowanie przez 90 minut wystarczyło na dobre 3 godz. słuchania (producent podaje 4 h), co chyba jest wynikiem całkiem dobrym przy pozostałej konkurencji. Dalszy opis techniczny zamykał się w przetworniku 9 mm, pasmie przenoszenia na pozoimie 20 - 20000 Hz i czasie czuwania 180 min. No jeśli mówimy o technologii Bluetooth to obejmuje ona A2DP, HSP, HFP, AVRCP - rozwiązania nowoczesne i standardowe w w wielu smartfonach. 


Aluminiowa obudowa słuchawek mająca dawać korzyść trwałości plus odporności na warunki atmosferyczne u mnie niestety nie do końca się sprawdziła. Stąd też dopiero na końcu piszę o dźwięku. Otóż słuchawki przestały mi się ładować po drugim treningu a 6 godzinie przesłuchu. Teoretycznie sztywność i wykończenie obudowy, (poprawiające też jakość dźwięku) nie do końca uchroniły słuchawki przed moją sporą potliwością na bieżni mechanicznej (po 45 min treningu funkcyjnym wyciskam koszulkę techniczną zatem nie są to proste warunki). Co prawda instrukcja jasno mówi "leci woda, za często nie naciskaj". Ja wciskałem zmniejszając i zwiększając głośność czy przytykając słuchawki do uszu - w końcu taka rola testera. Jednak jakoś tak ciężko mi uwierzyć, że MEE Audio nie przewidziałoby takich trudnych okoliczności użytkowania. Z drugiej strony o standardzie IPX nie ma mowy. Fakt faktem po szybkiej wymianie sprzętu na działający i kolejnych 4 godzinach odsłuchu i dwóch ładowaniach druga partia MEE M9B działała bez zarzutu.

Mimo wszystko "dźwięczność" słuchawek oceniam na wysokim poziomie. To nie było to co w przypadku M6P, ale jednak cały czas klasa sama w sobie. Znowu sporo było ciepła dźwięku, praktycznie w każdej głośności i przy "skaczącej" muzyce. ale odrobinę mniejsza szerokość (wyrównana jednak przez lepsze dopasowanie gumki do ucha w moim przypadku) była odczuwalna. Nie słyszałem też tak mocnego bassu jak w M6P, co w tym przypadku mi się podobało. Te 10 godzin przesłuchu, z czego ok. 5h przy komputerze pozwoliły przypaść sobie do gustu, Słyszalność ścieżek w słuchawce a później na wzmacniaczu i głośnikach nie odbiegały od siebie (choć szczerze mówiąc lepsze były słuchawki). Aktywnie użytkowanie podczas treningu tylko podniosło akcje MEE M9B i z tej minimalnej różnicy wolałem już lepszą funkcjonalność (mniej "dyndający" kabel", mniej patrzenia na kabel podczas kroku biegowego). 



Podsumowując polecam "bluetoothowe" M9B słuchawki ze stajni MEE z całą odpowiedzialnością. Cały czas ciepły, kojący w przypadku chillu a zmiękczający lekko agresję, dźwięk z mniejszym bassem i mniejszą sceną niż w MEE M6P. Dla mnie bardzo ok. W sieci nie słychać o jakiejś awaryjności, zatem mój przypadek pewnie jest tym 1 na 1000 i nie ma czego się obawiać. Zresztą druga partia to potwierdziła. Powiem szczerze żałuję straty takiego fajnego gadżetu (słuchawki trafiły do mnie na wypożyczenie na testy).


Brak komentarzy

© 2011-2016 Brodniczanin biega.Wszelkie prawa zastrzeżone. Obsługiwane przez usługę Blogger.