Analiza startu w Półmaratonie Grudziądz - Rulewo



Półmaraton Grudziądz - Rulewo od początku bardzo lubiłem. Od drugiego startu traktowałem go jako start typu B, czyli bardziej sprawdzający formę niż przekuwany na życiówkę. Pofałdowana i zróżnicowana trasa nie mogły tworzyć dobrych okoliczności na złamanie swoich barier. Wielkie było moje zdziwienie kiedy po minięciu mety na czasomierzu pojawiły się liczby 1h23:12. Całkiem sporo jeśli spojrzeć na wynik z zeszłego roku aż o ponad 2,5 minut większy. Całkiem sporo jeśli uwzględnić bieg na zmęczonych od początku nogach (sobotnie podjazdy na rowerze i luźny, ale jednak niedzielny, basen).

W przypadku grudziądzkiego półmaratonu pamiętliwym momentem biegu jest dla mnie fragment na Moście im. B. Malinowskiego. Dopingujące tam w pierwszej edycji bębny, zrobiły na mnie ogromne wrażenie. W tym roku (chyba?) ich nie było. Ja natomiast zamotany za długo przytrzymałem przycisk "suunciaka" kończący okrążenie i...zakończyłem trening. Oczywiście przy okazji kasując wcześniejsze dane ;-) Szybkie włączanie kolejnej sesji pozwoliło mi pokazać Wam ostatnie ponad 16 km. Na zdjęciu powyżej, gdzie widnieje również wykres z poznańskiego półmaratonu, zaznaczyłem miejsce możliwego porównania obu biegów. Początkowe kilometry były podobne - sporo z górki albo na równości. Potem grudziądzka impreza, jak widać po wskazaniach profilu, była bardziej pofałdowana.

Dla mnie cennym treningowo doświadczeniem było ruszenie na zmęczonych nogach od samego początku biegu. Teoretycznie podświadomie chciałem by nogi po weekendowych treningach doszły do siebie - wiadomo oznaczało to łatwiejsze zawody. Z drugiej strony planowo miała to być dłuższa próba generalna przed "połówkami" na 1/2 IM, gdzie te zmęczone nogi po 90 km roweru są mocno odczuwalne. I na całe szczęście tak było. Nogi mięśniowo po sobotnich podjazdach były jeszcze lekko zajechane...a mimo to na pierwszych odcinkach płaskich lub lekko z górki dawałem radę trzymać spokojne 168-170 ud/min 3:51-3:55/km. Dopiero dłuższy podbieg podbił tętno na 174-175 ud/min. Dalej, na zbiegach tętno wróciło do normy 170 ud/min. by nawet spaść momentami do 166 ud.min. Po chwilowym wzroście tempo z 4:02/km spadło na zbiegach do 3:53/min. Trwałe wzrosty intensywności powyżej 171 ud/min (patrz HR śr z Poznania i Grudziądza) nastąpiły dopiero w ostatnich 24 minutach biegu B. Malinowskiego - spory podbieg na 15 km i kolejne wahania z finalnym sztywnym wspinaniem się na 20 km zrobiły swoje (tempo od 3:53 do 4:04/min). Mimo wszystko nogi dopiero zmusiły mnie do odpuszczenia na tym ostatnim podbiegu (choć tempo to aż 4:04/min). Tam już nie było z czego biec. Niesamowite jak systematyczny trening siłowy może poprawić kondycję siłową nóg. 

Inną fajną obserwacją jest porównanie końcówek obu biegów. Poznański półmaraton był o wiele bardziej płaski w porównaniu z grudziądzką imprezą. Gdyby jednak spojrzeć na ostatki tętna na wykresie, poza tym większym podbiegiem na 20 km i końcówką krosową, przebieg intensywności byłby podobny. Podbicie tętna do szczytowego 182 Hr nastąpiło dokładnie na sztywnym krosowym podbiegu tuz przed finiszem. Wcześniej zajechane mięśniowo nogi nie pozwalały wbić się na takie wysokie tętno. Przy świeżości na pewno urwałbym tam dobre parę sekund. A gdyby było płasko na pewno mógłbym przyspieszyć znacznie finiszując skuteczniej.

Próbny triatlon w Brodnicy już za dobry tydzień. Wszystko skłania się do tego, że bieganie będzie najlepsze jak do tej pory. Niestety po raz kolejny władze Brodnicy (?) wybrały bardzo trudną trasę po "Jaśkowej drodze" (patrz stromy i długi podbieg na początku rundy, w przypadku 1/2 IM powtarzany 4 razy). Trudną i w porównaniu z runda po mieście, bardzo słabą marketingowo. Czasu tu się nie uda zrobić dobrego...pozostaje tylko start typu B.

Brak komentarzy

© 2011-2016 Brodniczanin biega.Wszelkie prawa zastrzeżone. Obsługiwane przez usługę Blogger.