Bio Żelki misie (NatVita)



Gdybyś ktoś kiedyś powiedział, że dożyję czasów kiedy żelki będą występowały w wersji bio i co gorsza będzie to nabierało jakiegoś większego sensu, to bym nie uwierzył. Mamy całkiem już zaawansowany XXI wiek i tak się dzieje. Spełniając swoją funkcję degustatora dla wielu Czytelników czynię swoją powinność poniżej.

"Natura, nasza witalność" hasło producenta z Mirkowa nie rzuca na kolana. W dobie koncernów spożywczych pompujących miliony euro w kampanie marketingowe (tworząc przy okazji wspaniałe scenki rodzinne, animowane pingwiny czy budując poczucie niezniszczalności) mamy tu zwyczajny frazes. Zanim z kolei, często odwrotnie niż u gigantów, stoi bardzo dobry skład. Oczywiście o ile o takim możemy mówić w przypadku zwyczajnego "słodycza". Syrop kukurydziany, ekologiczny cukier trzcinowy, pektyna (E440), soki owocowe, kwas cytrynowy (E330), cytrynian wapnia (E333), naturalne aromaty, ekstrakty z owoców i warzyw (algi, szafran, kurkuma, czarny bez), środki adhezyjne, olej słonecznikowy czy carnaubę (E903 - i 99,55% z upraw ekologicznych) to wszystko możemy spotkać w Bio Żelkach "Misiach". Normalnie w przypadku produktu powszechnego spożywalibyśmy syrop glukozowy albo glukozowo - fruktozowy oraz cukier (patrz słodzenie), żelatynę (patrz funkcja żelująca), carnaubę (tylko przemysłową) oraz być może jakieś sztuczne smakowe dodatki (choć to ostatnio rzadkość).

Trzeba się zgodzić, że przez użycie pektyny a nie żelatyny produkt z Mirkowa jest mniej galaretkowaty i bardziej zwarty, bardziej chropowaty, mniej sprężynuję niż normalne żelki, wcale się nie rozciąga a rozrywa, ale dzięki naturalnym sokom (jabłko, pomarańcza, cytryna, czarna porzeczka, malina, ananas) smakuje wybornie owocowo i jest naturalnie słodki. To nie jest tak, że smak ginie mi gdzieś pomiędzy jednym a drugim kęsem czy sztuką kolejnego żelka. Tu on trwa i trwa ponad minutę. Teoretycznie żelka już nie ma a cały smak pozostaje na podniebieniu. A uwierzcie różniste żeli już jadłem. Co do gustów smakowych się nie dyskutuje - każdy lubi inne owoce. Mnie u dzisiejszego bohatera urzekła malina czy pomarańcza. Prawdziwa bomba.


Opakowanie produktu nie robi wcale najmniejszego szału. Dwa miśki zwrócone lekko ku sobie. O dziwo nie ma nawet tabelki kalorycznej (na stronie producenta opakowanie 100g to 321 kcal, w tym 57 g to cukry). Jest zwrócenie uwagi na organiczność produktu i dwa europejskie certyfikaty PL-EKO i BIO. Dodano też zamknięcie na zatrzask przeciwdziałające utracie świeżości produktu po pierwszym otwarciu. Zresztą data spożycia i tak nie jest długa (ok. 2-3 miesięcy) - u mnie one na pewno tyle by nie wytrzymały.

Słowem niby w dotyku te żelki to nie żelki, jednak jeśli takie "bio miśki" smakują w ten sposób to ja trwale chciałbym zmienić właściwości wszystkich zwyczajnych żelków na świecie by co najmniej w 3/4 dawały takie same walory smakowe jak produkt z Mirkowa. Wyborne, kruche, odczuwalne na podniebieniu bardzo długo (pisząc ten tekst zjadłem z 5 sztuk i cały czas jestem pozytywnie zaskoczony!). No i co ważne, dla niektórych, bez żelatyny!


Brak komentarzy

© 2011-2016 Brodniczanin biega.Wszelkie prawa zastrzeżone. Obsługiwane przez usługę Blogger.