Garmin Forerunner 630



Garmin od wielu lat rywalizuje z Polarem o miano lidera w monitorowaniu aktywności fizycznej. Widoczność tych dwóch marek, szczególnie w sporcie masowym, jest ogromna. Pozostali próbują ich gonić. Po kilkunastu miesiącach braku styczności ze sprzętem liderów koniecznie chciałem sprawdzić jak wygląda ich forma. Udało się i Garmin Forerunner 630 szczęśliwie wpadł w moje ręce.

Już samo "garminowskie" pudełko nie przypominało tego z modelu 920 XT (recenzja tutaj). Podręcznik użytkownika i warunki gwarancji wrzucone były w zewnętrzne czarne opakowanie wstępne, w które z kolei włożone było ciemnobrązowe otwierane bocznie pudełko a w nim pulsometr, nadajnik z paskiem czy kabel ładujący. Te dwa zamknięte razem w twardej foli tworzyły całkiem zgrabny sześcian z widoczną w centrum tarczą zegarka Garmin Forerunner 630. Z daleka całkiem schludnie. Z bliska zachęcało do otwarcia.



Na ręku pulsometr wydawał się malutki i dla lubiących zgrabne, nie rzucające się w oczy zegarki, w sam raz. 44 mm średnica tarczy (wg producenta podobno 45 mm) z pewnością na damskiej ręce nie wyglądałaby zbyt topornie. Wąski pasek na nadgarstek podobnie sprawiał wrażenie damskiego. Co ciekawe, 31 mm wyświetlacz (215 x 180 px) dawał spore możliwości i centymetrowe cyfry godzinowe były bardzo widoczne. Patrzmy funkcjonalność jakiej szuka wielu - nie za duży, ale z ogromnym wyświetlaczem. Do tego obramowany biała obwolutą z logotypem marki u góry wpisywał się w ostatnie trendy amerykańskiego giganta. Wszystko to stanowiło tylko 44 g wagi. Lekki akumulator wcale nie tracił nic ze swojej praktyczności i dawał 16 g pracy w GPSie czy 4 tygodni w trybie zegarka. To pierwsze sprawdzałem dwukrotnie na 2,5 h wybieganiu z dwoma przerwami, czyli z całością bliską 3 h ciągłej pracy i 20 % straty mocy baterii. 



Ten biegowy zegarek czarował także wieloma innymi dopracowanymi "bajerami". Poza standardowym dokładnym GPSem czy wbudowanym akcelerometrem, pozwalającym szacować tempo biegu w budynku (lub poza) bez użycia satelit, wraz z opcją czujnika HRM - Run dochodził pomiar balansu na kończynach, czas kontaktu z podłożem, wysokości odbicia czy długości kroku. Oczywiście parametry kroku biegowego nie są nowością w stajni Garmina (pojawiły się właśnie w 920 XT, czyli już dobry sezon temu). Zresztą podobnie jak cały system Connect IQ, czyli platformy z aplikacjami wgrywanymi na zegarek i poszerzającymi jego opcje treningowo - estetyczne, czy systemy mierzące aktywność, fazy snu oraz całkowity bilans kaloryczny. Totalnym novum w przypadku wprowadzania "630-stki" jest automatyczne szacowanie progu beztlenowego (bardzo ważnego jeśli chodzi o optymalność treningu). Tego jeszcze żaden producent na rynek nie wprowadzał. Pomiar progu następował albo w wyniku specjalnego, włączanego z poziomu treningu, testu albo automatycznie podczas bardziej intensywnych treningów - wszystko przy wykorzystaniu GPSa i paska z nadajnikiem HRM - Run. U mnie zadziałało bez zarzutu i zgodnie z wcześniejszymi obserwacjami. Jeśli u każdego analiza tętna do tempa, długości kroku czy kadencji (producent mówi, że im więcej pomiarów i biegów tym pulsometr będzie skuteczniejszy!) jest tak rzetelna to możemy mówić o ogromnym kroku w przód w branży pomiarowej aktywności fizycznej a Garmin zostaje jej wyraźnym liderem.

Nie pisałem jeszcze o kolorowym, dotykowym wyświetlaczu. Wcześniej miałem styczność z dotykowym benzemem (tym okręgiem wokół tarczy ;-) w Garmin Forerunner 410. Kilka razy złapał "zawieszkę", stąd byłem ciekaw jak to będzie z nowością Garmina. W przypadku Forerunner 630 nic takiego nie miało miejsca. Wyświetlacz chodził płynnie, a czasem nawet kropla potu czy przypadkowe dotknięcie ręcznikiem zmieniało wybrany ekran treningu. Technolodzy próbowali to rozwiązać - jedno dotknięcie włączało podświetlenie a dopiero drugie przesuwało ekran - co też przy okazji bardzo zwiększało funkcjonalność podczas treningu. A kolorowy wyświetlacz...wybrane kolory dla ustawianych profili aktywności, wgrany praktyczny ekran z kolorowym diagramem stref tętna, sporo możliwości prezentacji danych treningowych przez wgrywane aplikacje Connect IQ...to nie tylko gadżet. Można się bez niego obyć, ale jednak poszerza on znacznie kontrolę treningu. 


Podsumowując całość Forerunnerowi 630 nie można nic zarzucić. Kusi absolutną nowością - automatycznym pomiarem progu beztlenowego przy posiadaniu wszystkich ważnych funkcji zaawansowanego pulsometru biegowego (automatyczne okrążenia, ustawiane alerty różnego rodzaju, pięć stref tętna, 10 ekranów treningowych (4 indywidualnie ustawiane z poziomu zegarka, trzy z parametrami kroku biegowego i tu potrzebny czujnik HRM - Run, wizualny diagram tętna, sterowanie muzyką!, wirtualny partner oraz aktualny czas), podstawowe funkcje nawigacyjne, testy diagnostyczne przygotowania do treningu, spadku tętna po treningu czy regeneracji, asystent odpoczynku, ustawiane treningi interwałowe czy zgrywane z profilu na garminconnect.com itd). Dodatkowo ocenia stan wypoczynku przed treningiem i przygotowanie do aktualnie trwającego treningu (od 6 do 20 min po rozpoczęciu treningu na podstawie tętna i GPS ocenia wydolność) a po strategicznych treningach pułap tlenowy wraz z symulacją czasu startowego. Do tego moduł tętna ładował się po 3 s po włączonym treningu a moduł GPS po 4 s (mimo zmiany miejsca rozpoczęcia!). Wszystko to pracowało bez najmniejszego zarzutu włącznie z bezprzewodowym wifi (przesyłanie danych do garminconnect.com) czy bluetooth (powiadomienia z telefonu). Czego chcieć więcej!? No mi brakuje...trybu pływackiego z wygodnym pomiarem dystansu basenowego czy multisportowego...ale Garmin Forerunner 630 to zegarek przede wszystkim biegowy nie triatlonowy. Czego zatem? Pomiaru nadgarstkowego? Ten jest nie do końca rzetelny, szczególnie jeśli mowa o pracy na wysokim tętnie. Odrobinę lepszej prezentacji danych? Teoretycznie "polarowskie" wykresy słupkowe temp biegu wyglądają całkiem funkcjonalnie. Może tu designerzy Garmina mogliby coś pokombinować.

Dla mnie Garmin Forerunner 630 w tym momencie to lider na rynku pulsometrów biegowych. Nie żartuję i sam jestem zaskoczony. Spodziewałem się innego testowania i myślałem, że zostałem potraktowany zimno. Jednak w sumie w tej przypadkowej okoliczności poznałem nowy trend na rynku. Zdecydowanie będący z przodu przed konkurencją.

2 komentarze:

  1. Z tym liderem, to odrobinę przesada. Choćby garmin 935, lub Fenixy 5 mają więcej do zaofwrowania. Nie oznacza to oczywiście, że 630 czegoś do biegania brakuje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jednak nie są to typowe "biegówki" i kosztują ponad połowę drożej. Po co biegaczowi tryb multidyscyplinarny, prawda za co najmniej 2 tysie (opcja bez HRM - Run!) albo z pomiarem progu anareobowego za 2300 (tak strzelam, ze tyle kosztuje z HRM - Run). Także ok - nieścisłość Antoni ;-) Liderem biegowych pulsometrów Garmin 630 jest zdecydowanie. (a na testy miałem dostac ten 935 i pewnie byłoby ciekawie :-)

      Usuń

© 2011-2016 Brodniczanin biega.Wszelkie prawa zastrzeżone. Obsługiwane przez usługę Blogger.