Półmaraton z tężniami w tle

ciechocinek.biz

W Ciechocinku ostatni raz byłem podczas szkolnej wycieczki w trzeciej klasie podstawówki. Nigdy wtedy bym nie przypuszczał, że te same tężnie zobaczę oczami uczestnika półmaratonu. A jednak stało się. W końcu stolica uzdrowiskowa Polski jest blisko a co najważniejsze jest w niej co robić. Nie można było nie wykorzystać takiej szansy...

Wszem i wobec poczta pantoflowa donosiła, że trasa półmaratonu i dyszki ciechocińskiej jest bardzo płaska. Taka plotka trafiła również do mnie i z przyjemnością mogłem ją zweryfikować właśnie 27 sierpnia. Rzeczywiście przebieg 10,5 km (wariant jednej czy dwóch pętli w zależności od wybranego dystansu) był prawie całkowicie płaski. Liczył sporo ostrych zakrętów i długich prostych, ale bieganie pod górę zaliczyć można było na 7 i 17 km. Właściwie górkę, bo ta liczyła 30 m, aczkolwiek swoją stromizną na równej trasie zaskakiwała. Dodatkowym atutem był widowiskowy start i końcówka biegu przy muszli koncertowej - mocno obstawione kibicami gorąco dopingującymi startujących zawodników. Widowiskowo, choć szutrowo (co też na początku zaskakiwało), było także przebiegać wzdłuż długiej tężni. Tam, jak i wzdłuż alejek parkowych, dopingujących również nie brakowało. Osiedlowe fragmenty czy obrzeża Ciechocinka już tak gościnne nie były.

Zalety VI Półmaratonu Uzdrowisko Ciechocinek wykorzystali przede wszystkim P. Veretsky (1h13:11) i V. Kiliarska (1h28:31). Ukrainec przybiegł o 19 s szybciej niż kolega z drużyny LKB Rudnik - I. Vykropen i pierwszy z Polaków, Z. Kledzik (Chomiąża Szlachecka, 1h14:19). Ukrainka tylko o 2 s wyprzedziła K. Oleś (Ruffus Team, Łódz), a o niecałe 3 min M. Szwedę (Drużyna Szpiku, Toruń, 1h31:12). Na dystansie o połowę krótszym i nietypowym wygrali D. Piernikowski (GKS Fabianki, Probostwo Dolne, 39:08) i M. Gwizdalska (Włocławek, 52:11). Szczególnie ten drugi czas zwyciężczyni nie do końca cieszy. Impreza z frekwencją 524 zawodników ("dyszka" - 179, półmaraton 345) zasługuje na coś więcej. Tym bardziej, że pogoda względnie dopisywała, choć czas odbioru pakietów z korytarza w pobliskiej startu szkole straszył lekkimi opadami deszczu. Potem było na przemian słonecznie z lekka przewagą chmur. 

Okoliczności odbioru pakietu, całkiem szybkiego zważywszy na ilość miejsca dla wolontariuszy, podejrzewam, przy początkowym najeździe zawodników musiały być niełatwe. Innymi minusami organizacji mogło być także słabe zabezpieczenie regeneracyjne po biegu. Oczywiście w pakiecie startowym oprócz zgrabnego bezrękawnika znajdowały się także baton musli czy znana ciechocińska "Krystynka" to jednak dwie ćwiartki pomarańczy i malutka drożdzówka z pewnością nie mogły nasycić głównych bohaterów zmagań. Do wysokich polskich standardów zabrakło także jakiejkolwiek porcji węglowodanów w punktach odżywczych. Co prawda organizator odnotowywał to w regulaminie, jednak jakoś trudno uwierzyć, że przy standardowych wysokościach wpisowego nie można było zadbać o choćby jeden "super" punkt odżywczy. Podobną krytykę można odnieść do oznaczania kilometrów na trasie. Zanim pojąłem, że są nimi kreski z liczbą napisane farbą na asfalcie minął już 3 km. 

Jednak podsumowując VI Półmaraton Uzdrowisko Ciechocinek można uznać za udaną imprezę. Całkiem ciekawy medal, często urokliwa lokalizacja trasy, płasko i równo jak na stole. I to wszystko bez większych organizacyjnych niedociągnięć, choć z paroma sporymi brakami (jak na rangę tej imprezy!). Uważam, że każdy powinien co najmniej jeden raz pobiec wzdłuż tężni. To naprawdę zupełnie inna perspektywa zwiedzania ;-)


Brak komentarzy

© 2011-2016 Brodniczanin biega.Wszelkie prawa zastrzeżone. Obsługiwane przez usługę Blogger.