Nike Free 4.0 Flyknit



Nike już od dawien dawna chwalił się swoją serią Free, a ja coraz mocniej dryfowałem w stronę buta naturalnego. Pomyślałem dlaczego by nie spróbować. No i tak pierwsza para "naturalsów" ze stajni amerykańskiego producenta przywędrowała do mnie. Kolejna szansa by ze starymi wyjadaczami (patrz test Adidas Supernova Sequence 7 Boost), dawno nie widzianymi na moich nogach, się pogodzić. Poniżej jak poszło...

Co by nie mówić amerykański gigant od zawsze lubował się w szerokim wachlarzu projektów designerskich - od klasyki po najnowsze wyznaczanie trendów. Flyknit 4.0 to kolejne już wznowienie całkiem agresywnej cholewki "szmacianiego" buta biegowego z naturalnym wigorem. Plecionka elastycznych włókien (zapewne poliestrowych) na poziomie grzbietu przodostopia i boku śródstopia ze sztywniejszym, mniej pracującymi, zapiętkiem i obszarem bezpośrednio nad palcami, mnie osobiście bardzo zaskoczyły. Wcześniej nie miałem do czynienia z takim pomysłem na obuwie biegowe. Język grubości 3 mm, zgodny z całą konstrukcją buta, a przede wszystkim cała barwa - neonowa zieleń i poważny ciemnoszary - dopełniały całości. "Skarpeta" z jednej barwy sprytnie przechodziła w drugą i tylko właściwie bok zapiętka, podeszwa wewnętrzna jak i wkładka wewnętrzna, były ściśle stonowane w zieleni. Biała podeszwa zewnętrzna, interesująco powycinana u dołu, zapewne miała pokazywać funkcjonalne podejście "żywej stopy". Rzeczywiście pracowała aż miło. Zgięcie, nawet o 180 stopni, nie sprawiało technologii najmniejszych problemów. Podobnie jak i skręcenia podeszwy wokół osi buta. Oczywiście pomagała w tym tkana "w jednym kawałku" konstrukcja cholewki.


But założony na stopę sprawiał wrażenie specyficzne. Wokół przecież nie ma plastiku, usztywnień, twardego zapiętka, tylko szmaciana skarpeta. Co by nie mówić stabilnie trzymał się stopy z ogromnym poczuciem luzu na palcach (cholewka jest lekko rozszerzana na palcach). Odczuwalny był także każdy ruch stopy, z przetaczaniem łącznie - w końcu o to chodzi w obuwiu naturalnym, pracującym w oparciu o stabilne i mocne struktury mięśniowo - więzadłowe stopy. Delikatne odczucie miękkości dawała podeszwa wewnętrzna wyprodukowana z Phylitu - mieszanki Phylonu z gumą, wspierającej dużą elastyczność przy lżejszej wadze.


Pierwszy bieg, tradycyjnie w moim przypadku, wykonany na bieżni mechanicznej nie był zbyt optymistyczny. Twardość, mimo przecież jakiejś tam amortyzacji taśmy i zmęczeniowy ból słabszej lewej stopy dopiero zniknął po czwartym treningu (ok. 3h biegu łącznie). Gdzieś w tym czasie spróbowałem Nike Free Flyknit 4.0 na podłożu miejskim. Odcinki tempowe na chodniku powtórzyły odczucia z sali cardio - twardo i słabe stopy, ale można było już zauważyć agresywny charakter buta. Z kolei podbiegowo - ćwiczeniowe (patrz podbiegi, skipy, ćw. ogólnorozwojowe) treningi wewnątrz pozwalały wykorzystać lepsze czucie podłoża do korekty techniki, oczywiście przy większym zmęczeniu mięśni krótkich stopy. Na piątym bieganiu koniecznie musiałem spróbować "rozbiegać" zmęczenie i pierwszą, bardzo spokojną jednostkę wykonałem już z lepszą adaptacją i wreszcie bezbólowo. W końcu było naturalnie i po chwilowej rozgrzewce bardzo przyjemnie. Po tych wszystkich doświadczeniach, powielonych na paru funkcyjnych 40 minutach, Nike'a Free trzeba było wypróbować w ogniu walki w 6.Półmaratonie Dwóch Mostów. Płock, mocno podbiegowy z częścią szutrową w trakcie i brukową na finiszu na rynku, był wymagający. W ferworze półmaratońskiego wyczynu Flyknit 4.0 spisał się bez zarzutu. Nawet bruk, odczuwalny w trakcie pokonywanego odcinka, nie spowodował jakichś większych utrudnień (no poza licznymi podbiegami na ostatkach). Stabilizacja, patrz płaskie lądowanie bez ingerowania technologicznego w pracę stopy, przy niskiej wadze  (podobno 214 g!) i doskonałej przewiewności to nowe obserwacje poczynione podczas szybkich 21 km. Po stopa nie była jakoś nadmiernie zmęczona w porównaniu do poprzednich startówek (patrz Mizuno Hitogami 2), choć pewnie to również efekt stopniowej adaptacji do tych interesujących naturalsów Nike'a. Mimo wszystko nie zdecydowałbym się na startowanie w dystansie dłuższym niż półmaraton z mocnym wskazaniem na 10 KM a przy okazji zalecałbym stopniowe wprowadzanie ich do treningu i to maksymalnie do 2-3 treningów w tygodniu. Zwróciłbym również uwagę na niską trwałość elementów na podeszwie zewnętrznej - te starły się raptem po 100 km biegania (choć śladów użycia wyżej nie ma wcale!).


Nike Free Flyknit 4.0 przy bardzo zaskakującej budowie okazały się być fajnym butem startowo - treningowym (jutro nawet planuję przebiec w nich kolejną "dychę" startową). Mocne zacięcie szybkościowe przy niskiej wadze czynią z nich idealną startówkę na dystansie od 1 do 21,1 km. Przy okazji będąc butem naturalnym bez żadnych zbędnych technologii zmuszają stopę do większej pracy i tym samym wspierają ten segment treningu ignorowany przez ogromną rzeszę biegaczy. Ja ciesze się tym bardziej, że (wraz z wcześniejszymi Saucony Virrata) poznałem nowy typ buta niezbędny w mojej stajni sprzętowej.


Brak komentarzy

© 2011-2016 Brodniczanin biega.Wszelkie prawa zastrzeżone. Obsługiwane przez usługę Blogger.