Płock i jego (biegowe) uroki...



O Płocku wiedziałem wcześniej niewiele. Ponad 100 tysięcy mieszkańców, byłe miasto wojewódzkie, leży nad Wisłą, jest siedzibą polskiego potentata paliwowego. To tyle. Teraz już wiem, że ta dawna stolica Polski jest przepięknym, urokliwym miastem z wieloma architektonicznymi zabytkami czy przecudownym widokiem na nabrzeża Wisły. Wiem też, iż biegowo stanowi całkiem fajne miejsce na półmaratońskiej mapie Polski.


Szósta edycja Półmaratonu Dwóch Mostów zgromadziła na starcie na płockim rynku 636 zawodników. Czterech z nich nie ukończyło trudnej trasy 21,1 km wzdłuż dwóch brzegów Wisły i dwóch jej mostów. Nic dziwnego - trasa z dziewięcioma podbiegami, z czego prawie wszystkie liczyły długość co najmniej 250 m, i tylko 3 zbiegami - robiła zaskakujące wrażenie na debiutantach. Wiem, bo sam nim byłem (i dziękowałem, że solidnie trenuję siłę biegową). Co więcej blisko 5 km odcinek szutrowy czy ok. 3 km po płytach betonowych wcale nie ułatwiały pokonania dystansu. Na całe szczęście dwie pętle, chociaż w drugiej części 9,5 km, pozwoliły się jako tako przygotować do warunków trasy. W tym przypadku chyba można mówić o okrążeniach jako wartości dodanej imprezy. Organizator na swojej stronie www ostrzegał o takim profilu, zresztą powtarzalnym z roku na rok, choć pewnie wielu zignorowało posty w stylu "wymagająca trasa". Z kolei inni na pewno dlatego się tu pojawili...przed maratonem jednak takie przetarcie robi różnicę.


Zwycięzcą zawodów z czasem, trzeba przyznać na ich trudność, błyskotliwym, został Tomasz Grycko (1h06:29, UKS Blizna Władysławowo). Za nim dobiegła piątka Ukrainców, z Dmytro Musiatchenko (1h:08:51, Kharków, Achilles Leszno) i Pawłem Oliynykiem (1h08:57, Czernigiw, Rakieta Kosmos) na czele. Wśród pań najlepsza była Katsiaryna Ptashiuk (1h21:06, Mińsk, Achilles Leszno) przed Izabelą Parszczyńską (1h21:23, Warszawa, Adidas Runners Warsaw) i Julią Diatlovą (1h23:02, Winnica, Rakieta Kosmos). Jak widać poziom wynikowy płci pięknej również był bardzo wysoki. Swoją drogą gwarantowały to całkiem sporej wielkości gratyfikację finansowe, nawet do 10 miejsca.

Dużym atutem biegu była także lokalizacja startu i mety na płockim rynku. Finisz mimo, że po 600 m mozolnym podbiegu, realizowanym w urokliwych wąskich, brukowych alejkach pośród tłumu kibiców musiał robić wrażenie. Obok, co rusz aktualizowany, telebim informował zgromadzonych wokół o "finiszerach" 6.Półmaratonu Dwóch Mostów. Sceneria przy panującej przyjemnej, lekko słonecznej pogodzie wręcz idealna. Oczywiście można pomarudzić na śliską i niestabilną nawierzchnię, jednak Stare Miasto ma swoje prawa a raczej każdy biegacz marzy o pamiętliwych ostatnich metrach - w Płocku dostanie je w oryginalnych dla tego miasta warunkach. Na pewno także nie będzie narzekał na Biuro Zawodów. Te umieszczone w jednej z najstarszych szkół w Europie (założona w 1180 r. !!!),  błyskawicznie rozprawiło się z ponad pół tysiącem startujących. Ci rozgrzewając się na pobliskich alejkach wzdłuż tarasów widokowych nad Wisłą czy na staromiejskim rynku, położonych tuz obok, od razu mogli chłonąć atmosferę płockiego święta biegowego. Bogaty pakiet startowy (numer z chipem, pamiątkowa bandamka, ręcznik i koszulka imprezy, posiłek regeneracyjny oraz butelka izotonika) mógł również zaskoczyć. 


Słowem płockiej imprezie niewiele brakuje by stać się tą jedną z najbardziej charakterystycznych w Polsce. Częste punkty odżywcze (9 sztuk, najdalej co 3 km), spora liczba aktywnych kibiców w części miejskiej (1/3 trasy), konkretny pakiet startowy czy urokliwy finisz. Odrobinę przeszkadzał brak toalet w strefie przedstartowej czy zmieniająca się nawierzchnia w środkowej partii trasy. Jednak czy czasem ta większa trudność trasy nie daje większej satysfakcji? Tym bardziej jak bieg kończy się tak pięknie...


W tekście wykorzystałem zdjęcia ze strony www organizatora i płockiej Gazety Wyborczej.

Brak komentarzy

© 2011-2016 Brodniczanin biega.Wszelkie prawa zastrzeżone. Obsługiwane przez usługę Blogger.