Rekordowa, choć smutna, pełnoletność Poznania

wielkopolskamagazyn.pl

Środkowe weekendy października od lat kilku zarezerwowane są dla biegowego świętowania w Poznaniu. To właśnie wtedy kilka tysięcy biegaczy staje do walki z zaskakującym dystansem maratońskim. Osiemnasta edycja Poznań Maratonu była również zaskakująca pod każdym względem. Tym pozytywnym i negatywnym. Rekord frekwencji, spore opóźnienie startu, pozornie sprzyjająca pogoda, niesamowity finisz D. Stelmach czy parę nowości organizacyjnych. Wystarczyłoby tego na kilka innych maratonów.

Organizatorzy od samego startowego poranka rozpoczęli z wysokiego C. Najpierw kilka razy powtórzone informacje o odebraniu pakietów startowych przez siedem tysięcy biegaczy, po czym... 45 - minutowa obsuwa czasowa podczas startu. Wśród startujących bliżej czuba rozchodziła się plotka o możliwym wypadku z udziałem pieszego. Niestety brak odbioru technicznego trasy przez Policję, potwierdzony przez lokalne gazety stał się faktem godzinę przed finiszem pierwszego zawodnika. Powodem brak komunikacji z obcojęzycznymi ochroniarzami plus ich dezinformacja, brak wolontariuszy i pracowników służb informacyjnych czy płotków wygrodzeniowych na trasie. Dla mnie, siedmiokrotnego (już teraz ośmiokrotnego!) uczestnika poznańskiej imprezy - zawsze przygotowanej perfekcyjnie i zgodnie z ustaleniami Policji - rzecz co najmniej dziwna i abstrakcyjna.

A jednak tak się zaczęło...i po trzykrotnie powtórzonej rozgrzewce oraz zaskakującym wykonaniu "Życiówki" przez stojącego na linii startu Mezo, wreszcie można było przystąpić do rywalizacji. Nie bez wpływu na względnie komfortowy postój na linii startu byłą pogoda. W poprzednich edycjach taka kilkudziesięciominutowa "obsuwa" groziłaby wychłodzeniem bardzo dotkliwym. W październiku 2017 r. przy 13 stopniach Celsjusza było znośnie. Temperatura i spora wilgotność pozwoliła odnieść zwycięstwo Mykoli Iukhymchukowi (2h14:30, Ukraina, Lutsk) i Takadzie Harunie (2h40:49, Japonia, Takasaki City). O ile pierwszy pobiegł kilkanaście sekund wolniej od swojej życiówki o tyle ta druga straciła do niej aż 9 minut. Pozostałe wyniki również nie rzuciły na kolana (choć był mały dosłowny wyjątek). Stawkę mężczyzn uzupełnił Boniface Nduva (2h17:57, Kenia, Nairobi) i Włodzisław Pramau (2h19:47, Białoruś, Mińsk) a pań Dominika Stelmach (2h42:39, Warszawa) i Hatakeyama Miyu (2h42:52, Japonia, Takasaki City). Polka "stworzyła" zapewne jeden z najbardziej magicznych momentów polskiego maratonu. Uciekając przed goniącą ją Japonką, wycieńczona, zgarbiona z wysiłku, wbiegła na finiszowe ostatnie metry na terenie Międzynarodowych Targów Poznańskich, a kiedy upadła 10 m przed metą, kończyła maraton na czworakach. Wydawałoby się, że o wiele łatwiejsze zwycięstwo odniósł Ukrainiec, jednak postawa piątego Polaka, Emila Dobrowolskiego, zwycięzcy z 2015 r. (2h13:50), kończącego tegoroczną edycję z wielkim bólem i "tylko" 2h22:48, mówiła sama za siebie - bieg w takich warunkach nie należał do łatwych. Równie trudno było wielu innym zawodnikom - sam autor i wielu kolegów poznańską imprezę kończyło z czasem o co najmniej parę minut wolniejszym niż planowany. 

Mimo wszystko, i poza pechowym spóźnieniem na starcie, organizatorzy tradycyjnie weszli na wyżyny perfekcjonizmu. Rekord frekwencji (6355 biegaczy) i tym samym palma maratońskiego pierwszeństwa w Polsce, błyskawiczna obsługa na każdym poziomie Biura Zawodów, szatni, masażu czy rozdawania posiłków regeneracyjnych, bogaty pakiet startowy, obficie zabezpieczone punkty odżywcze, niesamowita atmosfera biegu stworzona poprzez grające zespoły oraz niepodrabialną nigdzie w Polsce publiczność. 18.Poznań Maraton mógł zapaść w pamięć także ze względu na "rekordowy dzwoń" ("pobiłeś rekord życiowy, zadzwoń"), pyszne piwa "postartowe" (ehhh ta Fortuna Czarne) czy choćby czekoladową muffinkę i ciepłe malutkie hamburgery. W Poznaniu poziom kibicowania, wyrażony przez te kilkanaście tysięcy ludzi wokół trasy, wolontariuszy dopingujących na każdym kroku, policjantów przybijających piątki czy ogromne trybuny montowane na 150 metrowej finiszowej prostej, robi wrażenie. To od lat jest największy plus Poznań Maratonu. Doceniony już przez 66,5 tys startujących we wszystkich edycjach.

W paru słowach pełnoletność Poznań Maratonu można określić jako bardzo udaną z lekkim minusem. Smutna śmierć jednego z uczestników biegu może przytłaczać. Podobnie chwile niepokoju tych kilku tysięcy biegaczy stojących w strefie startowej. Myślę jednak, że te zdarzenia losowe mogły być poza wpływem bezbłędnych do tej pory organizatorów. (Zabezpieczenie medyczne było bez zarzutu. trudno też uwierzyć w niedopatrzenia w ilości płotków czy służb pomocniczych). Trudno będzie nie startować co roku w ulubionym maratonie w Polsce. Jednak na jubileuszową dwudziestą edycję w 2019 r muszę się pofatygować.


Brak komentarzy

© 2011-2016 Brodniczanin biega.Wszelkie prawa zastrzeżone. Obsługiwane przez usługę Blogger.