Adaptacja trudna jest...

goforesight.org

Po długiej miesięcznej przerwie od większej systematyki treningowej wreszcie można było wrócić do normalności. Rosnący nerw "bezruchu" i braku sensu dawał znać na każdym kroku im bliżej było końca czterech tygodni. Niby w połowie tego okresu zacząłem co nieco kombinować z piłkami i taśmami to i tak nie zastępowało to głodu ruchu. Ba...nawet te 2h15, a nawet 3h45 spinningu to nie było to. Chyba jednak jestem zwierzęciem biegowym ;-), bo kiedy zacząłem moja głowa jako tako wróciła do normalności. Jednak powoli...

Po regularnych co najmniej 6h wysiłku/tydz funkcjonowanie w mniejszym wymiarze nie jest takie łatwe. Jednak przerwa roztrenowania jest bardzo ważna. Kto nie był w regularnym treningu nigdy jej nie doceni. Brnąc w ciągłą systematykę to jak brnąć w monotonię i jednakowość - wyniki rosną do czasu, a gdy dzieje się stagnacja odpadamy z gry choćby psychicznie. Po 2 - 4 tygodniowej przerwie głód na trenowanie wraca a przetrwanie 11 miesięcy treningu chyba nigdy nie jest łatwe. Ja najbardziej odczuwam te początki. Gdy się wdrożę i powoli ruszę, a co więcej, wiem co mam zrobić, jakoś mi łatwiej to idzie. Plany na nadchodzące dwa tygodnie wyglądały tak:

Pon
Wt
Sr
Czw
Pt
Sob
Ndz
Bieg 50'

siłka 45'
+
45' spinning
 Bieg 45'
90'
 'spinning

Bieg 45'
 (w tym siłka 40')
 Bieg 80'
 W/Basen 45'

Oczywiście wszystko na spokojnej prędkości (tętno I zakres wg Friel'a,) i bez zbędnych przyspieszeń. Dynamikę (regularnie jeżdzony I - III zakres) ciągle muszę robić na rowerze, więc po co zbędnie powielać ją na bieganiu. Tym bardziej, że po pierwszym tygodniu czułem się wykończony. Siłownia (w postaci 2-3 serii obwodu, póki co na maszynach+ dwa ćwiczenia na nogi) po długiej przerwie zrobiła swoją robotę zmęczeniową.Po piątku, gdzie całość wyszła mi w okolicach 1h20 (15' dobieg do pracy + praca w Seven + 25' bieżnia + 38' siłki + 15' dobieg do domu), czułem się wykończony. Jednak to są uroki powrotów. Sam się zastanawiam w tym momencie, jak mogę zrealizować "frielowskie" wymiary godzin godzin treningowych w sezonie. Nie mogę sobie wyobrazić tygodnia z 11 h treningu w okresie podstawowym III w obecnej czasoprzestrzeni rodzinno - zawodowej. No cóż...pożyjemy, zobaczymy. Pierwszy tydzień, jak zawsze, wypadł słabiutko fizycznie.

Oczywiście są pewne zaskoczenia. "Siłka" na podstawowych ćwiczeniach na maszynach z dwoma stacjami na nogi (suwnica i martwy ciąg jednonóż) w tle z dwoma 30-minutowymi jednostkami koordynacyjnymi (stanie na platformie balansowej i piłce rehabilitacyjnej + trochę podporów) poszła nawet na całkiem dobrych ciężarach. Przynajmniej w porównaniu z moimi "bardziej ogarniętymi" klientami (jednak nie jestem taki słaby!). Oczywiście nogi, pracujące praktycznie codziennie, dostały w kość. Próbuję wyrównywać je robotą stretchingowo - mobilizacyjną, ale one czują swoje. Nie ma co się im dziwić. Zobaczymy jak to pójdzie w drugim tygodniu adaptacji i wtedy zrobi się korektę.

Drugim całkiem fajnym zaskoczeniem jest dobre czucie biegania po przerwie, Jakby organizm coraz lepiej znosił przerwy w treningu. Oczywiście wszystko biegane jest na wolniejszym tempie niż w okresie startowym i z większym tętnem niż normalnie, ale i tak jest spoko mięśniowo (przy dziejącej się w tle siłce i koordynacji!). Zobaczymy, jak to pójdzie dalej.

Jeszcze jeden tydzień adaptacji. Potem, zgodnie z Friele'em podkręcamy objętościowo. Aż sam się boję. Ciekawe czy żona z domu nie będzie chciała mnie wyrzucać za jakiś czas ;-)



Brak komentarzy

© 2011-2016 Brodniczanin biega.Wszelkie prawa zastrzeżone. Obsługiwane przez usługę Blogger.