Sezon 2016/2017 - podsumowanie



Jak to zwykle bywa po trzydziestce (dwudziestce???) - czas gna, jak szalony. Co w makroskali znaczy jeden rok trenowania? Nic. Mija tak szybko jak się zaczyna. 11 miesięcy systematycznej pracy...ot tak jakby mrugnięcie oka. Jakie by ono nie było koniecznością jest jego podsumowanie. Zatem trzeba oficjalnie zakończyć sezon 2016/2017 właśnie takim summa summarum.

Z reguły takie zagadnienia najłatwiej i mocno obrazowo wyjaśnia statystyka (patrz zdjęcie tytułowe posta). W moim przypadku uciekło z niej grubo ponad 20-25 h pracy, nazwijmy ją,  koordynacyjno - stretchingowej (ale tyle doliczyłem), jak i jakiś realny wymiar pokonanego dystansu (rzadko kiedy używam GPSa a sporo treningów robię w klubie fitness!) oraz średniego tętna (całe pływanie plus kilka treningów regeneracyjnych bez czujnika). Mimo wszystko sezon 2016/2017 wygląda całkiem, całkiem solidnie. A no i do "screena"nie wrzucałem okresu roztrenowania (jeszcze przez dwa tygodnie trwa!, są to raptem dwa treningi w tygodniu, patrz 90 -135 minut spinningu/tydz przez miesiąc).

Zatem sezon od 7 listopada 2016 r. do 15 października 2017 r. składał się z ok. 365 h treningowych, z czego 87,5 h to spinning, blisko 75 h to wszelkiego rodzaju treningi łączone biegu z rowerem a rzadko pływaniem, 74 h biegania na zewnątrz i 54 h wewnątrz, 28 h pływania na basenie, ponad 10 h startów triatlonowych, 9 h roweru szosowego plus 1,5 h treningu na hali i 15 minut czystego pływania (testowego) na jeziorze. Średnio wychodzi 1h i 4 min aktywności fizycznej na dzień. W tym okresie wystartowałem 14 razy na różnego typu zawodach (6 x 10 km, 5 x półmaraton, 2x1/2 IM, 1 maraton). Zrobiłem trzy "życiówki" - w półmaratonie 1h22:30 (26.03), w biegu na 10 km 37:12 (08.04) i w "półironmanie" 4h58:15 (02.07). Prawda, że wygląda to solidnie? 

Jako, że sporo zawodów traktowanych było jako mocne bodźce treningowe, patrz priorytet C, to trzy życiowe rezultaty uważam za spory sukces ("dyszka" wyszła spontanicznie). Często też przy sporej objętości treningowej (patrz pierwsza część sezonu - triatlonowa) potrafiłem utrzymać bardzo dobrą dyspozycje biegową a po porannym starcie wykonać wieczorną sesję treningową na basenie. Nigdy wcześniej tego nie próbowałem a wyszło całkiem bez większego ryzyka kontuzji. Szkoda natomiast nie zrealizowanego celu wynikowego w maratonie. Treningi pokazywały potencjał, niestety pogoda nie dopisała (ciepło, wilgotno). Szkoda również treningu rowerowego na zewnątrz. Niska liczba wynikała prozaicznie właśnie z wyrzutów sumienia względem rodziny (w końcu z 48 h weekendu niekiedy aż 8 h "stracone" - 1-1,5h start, 45 min pływanie, 90 min rower plus dojazdy) plus słabej pogody w okresie okołowielkanocnym (ehh 1,5h zakładka w porannym, zimnym deszczu..brrrr,, bardzo nieprzyjemne). Jakaś tam poprawa roweru podczas "życiówki" była (choć łatwiejsza trasa!), ale cały czas jestem w ciemnym lesie. Z basenem tym bardziej.  Bardzo cieszył też wątek odkrytych kolejnych błędów technicznych, wprowadzenia ćwiczeń "powięziowych", quasi plyometrycznych, co razem poprawiło biomechanikę biegu (nie mogę się doczekać przyszłego sezonu szosowego by to sprawdzić w praktyce!!!). Rzeczywiście mistrzowie sportu mieli rację - poprawa techniki jest zawsze możliwa i trzeba ciągle nad nią pracować.

Co tu gadać...wszystko wyszło całkiem przyzwoicie. Pamiętajmy, że miał być to jeszcze sezon odpoczynku od większej pracy i podtrzymania formy (małe dzieciaki i sporo obowiązków rodzinnych). Okazało się to możliwe. A przy okazji poprawiłem parę elementów, zdobyłem nowe doświadczenia i znalazłem parę nowych dróg treningu. Nie było łatwo.

Sezon 2016/2017 uważam za ZAMKNIĘTY!!! (Od dwóch tygodni w mojej głowie toczy się już batalia o sezon 2017/2018!!!)



.

Brak komentarzy

© 2011-2016 Brodniczanin biega.Wszelkie prawa zastrzeżone. Obsługiwane przez usługę Blogger.