Suunto Spartan Trainer Wrist HR cz. I



Do marki Suunto jakoś tak przywiązany jestem od lat. Proste wzornictwo bez fajerwerków, bardzo dobra jakość wykonania z wieloma topowymi rozwiązaniami. ale też parę słabszych niuansów (jak u każdego zresztą. W związku z tymi czynnikami oraz tym bardziej, że o sprawdzeniu zegarka z nadgarstkowym pomiarem tętna zawsze marzyłem, marom sennym stało się zadość po wejściu we współpracę ze sklepem eAzymut.pl. Wreszcie pudełeczko z pulsometrem zawędrowało do moich drzwi ;-)

Kompaktowość zegarka, jak głosi strona firmowa Suunto, rzeczywiście na pierwszy rzut oka już była widoczna po założeniu Suunto Spartan Trainer Wrist HR na przedramię. Mała tarcza, 46 mm średnicy w porównaniu z Suunto Ambit 3 Vertical, już mi się podobała. Czarny design (tylko srebrne przyciski i klamra na pasku + małe "suunto" u dołu tarczy!), wybrany przez mnie już w przedbiegach, tym bardziej podkreślał "noname-owy" charakter pulsometru. W to mi graj. Tego od zawsze szukałem! Pudełko już typowe "suuntowskie" - czarny prostopadłościan z logotypem i fotografiami pokazującymi funkcjonalność nowej zdobyczy, także mnie uspokajał - w końcu mogę spodziewać się podobnej jakości, jak przy wcześniejszych produktach fińskiej marki.

Dalsze statystyki zegarka to niska waga (56 g), silikonowy pasek na nadgarstek, koperta i pierścień zbudowane z poliamidu z włóknem szklanym a szkiełko z samego poliamidu, wodoszczelność 50 m i żywotność baterii w trybie zegarka 14 dni a w najdokładniejszym odczycie GPS 10 h (tryb oszczędny 30 h). No i oczywiście nadgarstkowy pomiar tętna, a w moim przypadku kolorowy wyświetlacz - pierwsze takie "dobra" w użytkowaniu pulsometrów Suunto. Kolorowe ikonki, całkiem zgrabne trzeba przyznać, otwierające dalsze wybory menu (ćwiczenia, nawigacja, dziennik, stoper, ustawienia) pasowały do kompaktowego zegarka idealnie. Oprócz tego w standardzie mamy kilka ekranów danych (aktywność dzienna - kalorie, kroki, średnia aktywność, nadgarstkowy pomiar tętna z wykresem, statystyka treningu z ostatniego miesiąca, pogrupowane rodzaje aktywności według wgranych profili, kalendarz treningowy, wykres regeneracji oraz dzienna, tygodniowa statystyka snu).- wszystko na ciekawie kolorowo. Podobny interfejs znajdziemy w każdym innym produkcie z  serii Spartan.

Funkcjonalnie wszystko sprawdzało się bardzo dobrze. Intuicyjność menu, jak to u jednego z liderów rynku pulsometrów, bardzo wysoka (wreszcie w Suunto!, wcześniej był z tym problem). Myślę, że każdy doświadczony użytkownik podobnych produktów poradzi sobie z Suunto Spartan Trainer Wrist HR bez problemu (ja nie czytając instrukcji "ogarnąłem" wszystko - później niuanse musiałem "podosprawdzać"). Początkujący po szybkim wglądzie w dostępne w sieci wersje online (w pudełku tylko Quick Guide) też błyskawicznie dadzą radę. Swoją drogą powodem też jest rezygnacja producentów ze zbyt dużej liczby opcji ustawialnych z poziomu zegarka. Kiedyś była na to moda, ale ostatnie trendy propagują większe korzystanie z platform internetowych i indywidualizowania trybu pracy zegarka. Chwała Suunto, iż pozostawiła, najbardziej użyteczną, "zegarkową" możliwość planowania interwałów tuż przed wejściem w każdą aktywność (z reguły w pulsometrach często dostępne jest to w oddzielnej opcji ekranu treningowego, w trakcie rozpoczętego treningu lub na platformie w sieci!).

W serwisie "Movescount", dedykowanym pod produkty Suunto, ustawiamy dalej już wszystko. Praktycznie wszystkie ogólne opcje zegarka (bez parametrów pomiaru nadgarstkowego, łączności, powiadomień itd), parametry tętna (tu ogromny minus - nie ma podziału na rower i bieg), ilość i ustawienia trybów sportowych (producent nie piszę o jakichś ograniczeniach w liczbie), jak i wszelkie opcje, nazwijmy to, internetowe serwisu. Oczywiście na platformie dostępna jest analiza obciążeń treningowych w przeróżnych kombinacjach, jak i możliwość wgrywania aplikacji (stworzonych przez prywatnych użytkowników, pod Trainer'a nie było za dużo!). Od razu skorzystałem również z przestawienia ekranów danych pod siebie. No i można było wreszcie potestować pulsometr.


Część druga tekstu tutaj...

Brak komentarzy

© 2011-2016 Brodniczanin biega.Wszelkie prawa zastrzeżone. Obsługiwane przez usługę Blogger.