Suunto Spartan Trainer Wrist HR cz.II



W drugiej części tekstu testowego napiszę o wiele więcej o mojej bezpośredniej współpracy z narzędziem treningowym jakim jest Suunto Spartan Trainer Wrist HR. Mimo wysokiej jakości produktów liderów branży (patrz, Garmin, Polar i właśnie Suunto) przecież różnią się one niuansami i to właśnie one czynią jeden pulsometr lepszy od drugiego. Oczywiście w zależności, kto co potrzebuje, hierarchia ta będzie różna. 

Trenując po ok. 7-10 h tygodniowo przez ponad miesiąc nie mogłem narzekać na Spartan Trainer Wrist HR (patrz zdjęcie tytułowe). Bateria przy takim zużyciu treningowym (patrz GPS w trybie najdokładniejszym do 2h/tydz., bez całodziennego odczytu tętna) wystarczyła na 7-8 dni. Co prawda problematyczny wskaźnik baterii w pełnych piątkach nie do końca pozwalał określić "zgon" akumulatora (przy ostatniej aktualizacji poprawiono to!). Jednak zegarek przy 20% upominał o niskim stanie a jeszcze wtedy z łatwością mogłem ukończyć 15 minut treningu z najlepszym GPSem i poczekać godzinę do procesu ładowania - pulsometr jeszcze działał. Mniej więcej 1,5 h trening na zewnątrz pochłaniał ok. 15-20% baterii, a 2 h trening wewnątrz raptem 5-10% (tu patrz nie wiadomo dokładnie jaki był jednostkowy procent początkowy i końcowy). Instrukcja zdecydowanie mówi o pojawieniu się ikonki niskiego stanu naładowania przy 10 % a przejściu w tryb energooszczędny przy bardzo niskim poziomie. Co więcej producenci dają gwarancje wymiany akumulatora przy nadmiernym spadku pojemności w ciągu roku lub podczas 300 cykli ładowania.

suunto.com

   Co do nadgarstkowego odczytu tętna to wiele słyszałem o niedociągnięciach, przez jakiegokolwiek producenta byłoby używane. "Suuntowski" podczas biegowych treningów działał bardzo dobrze. Miał momenty kilkusekundowego zawieszenia (jak każdy patrząc na internetowe testy) na jakichś nieadekwatnych wartościach (patrz ze 140 na 172 HR), jednak w oparciu o odczuwalną intensywność wysiłku, tempo biegu na podstawie GPS czy doświadczenie treningowe, błędy łatwe były do wychwycenia. Z łatwością nauczyłem się pracować na takim odczycie tętna podczas biegów na zewnątrz czy na bieżni tym bardziej, że bez paska piersiowego było to wygodne (co prawda jakoś nigdy mi nie przeszkadzał)Wrażliwość odczytu danych była też czuła na szybkie zmiany wartości i to nie tylko samego tętna, ale też tempa biegu (patrz "suuntowski" FusedSpeed). Akcelerometr skalibrowany z GPS pozwalał na szybsze dostosowanie tempa nawet podczas błyskawicznych zrywów (naprawdę delikatnie szybciej niż u innych) a co więcej wskazywał prędkość i dystans biegu na bieżni mechanicznej. Ta druga opcja to oczywiście pośredni szacunek o tyle dokładny o ile często biegamy z GPS (pożyczenie żonie przestawia statystyki - uważajcie ;-) i o ile mamy podobną technikę biegu (patrz częstotliwość i zakres pracy ramion). U mnie w praktyce różnica wynosiła ok. 20-30 s/km wolniej i 700-900 m mniej, ale przy kadencji biegu mniejszej o ok. 20 kroków/min. Szczerze mówiąc przy aktualnych danych z panelu bieżni mechanicznej ma to wartość drugorzędną, ale mniej więcej mamy statystyki treningu wewnątrz wrzucane przy każdej synchronizacji z Movescount (mnie wnerwia zapis typu 45 min - dystans 0,00 km!). Dokładniejsi "pochłaniacze kilometrów" mogą zmienić dane ręcznie w serwisie w internecie.

Bez zarzutu akcelerometr działał na basenie. Każda przerwa, ruch ramienia, dystans były wychwytywane a później szczegółowo pokazywane w Movescount. Nawet z różnicowaniem stylu pływackiego. Po całej aktywności oczywiście wyświetlany był ogólny ekran podsumowujący z trzema widokami (długość trwania i dystans; prędkość i jej wykres, w trybie multisport rodzaj aktywności, jej dystans i długość; zakres tętna z tętnem maksymalnym i wykresem; zużycie kalorii; EPOC i czas regeneracji, w trybie pływackim SWOLF i prędkość na 100 m oraz okrążenia a czas i tętno...w zależności od innych trybów sportowych profil wysokościowy, kadencja, prędkość na km). Mimo napomknięć producenta, że czujnik tętna może działać awaryjnie w wodzie, w moim przypadku się to wcale nie zdarzyło. Było bardzo ok.

Troszkę zastrzeżeń miałem co do pracy nadgarstkowego czujnika na rowerze. Testy przeprowadzałem teraz i w grę wchodził tylko rower stacjonarny, a w moim przypadku - tylko rower spinningowy (częste zmiany pozycji, różne ustawienia pozycji ramion). Patrząc na statystyki z pewnością historia jazd liczyła ok 20 h. Wpierw rozpocząłem od "rowerowania" na czystym pomiarze z nadgarstka. Trwało z 10 minut zanim czujnik się rozgrzał, dostosował do zmiennej jazdy i dopiero wskazywał prawidłowe tętno, choć to i tak często marudnie. Zirytowany takim obrotem sprawy po 1,5 h jazdy testowej, a przede wszystkim potrzebujący konkretnych wskazań ad hoc, spróbowałem na nowo z kompletem Suunto Smart z poprzedniego modelu. Tu o dziwo sytuacja była lepsza na początku, ale jakby później wszystko się wyrównywało. Zmiana baterii w nadajniku, ponowne parowanie polepszały współpracę, ale ta i tak mnie optymalizującego dane treningowe, dalej irytowała - tętno czasem uciekało to znów malało, a po odłączeniu nadajnika (przejście w tryb nadgarstka) malało od razu o parę uderzeń. Tu nie marudzę, bo przyczyną może być zużyty już pasek (od połowy lipca 2016!) nadajnika (na sprawdzenie tej awarii, patrz zakup nowego, niestety brakowało mi środków - napiszę za jakiś czas w komentarzu czy to była rzeczywista przyczyna).

W pierwszej części zapomniałem o paru ciekawych niuansach "kompatybilności" zegarka z serwisem  Movescount. Oczywiście wszelkie możliwości zgrywania tras ustawianych z poziomu komputera to już rzecz standardowa w wyższych produktach Suunto. Tak samo jak zapisywanie do 1000 punktów nawigacyjnych. Fajną opcją było także synchronizowanie ustawionego w Movescount planu treningowego z zegarkiem. Na jednym z ekranów zegarka taki trening był widoczny (patrz wszystkie kolejne dni) a co więcej automatycznie "wyskakiwał" jako pierwszy w trybie ćwiczeń. Uwzględniany jako cel dodawał charakterystyczny ekran danych podczas aktywności z cienkim wykresem kołowym (patrz niżej) wskazującym na stopień realizacji.

www.sunto.com


Podsumowując i plusując Suunto Spartan Trainer Wrist HR jest to bardzo udany (mój na pewno najlepszy) model ze stajni fińskiego producenta. Bardzo dobry stosunek ceny do jakości, optymalnie obrazowane dane treningowe (ekrany podsumowujące aktywność nic dodać nic ująć, ekrany treningowe ustawialne z poziomu komputera) w tym codzienny pomiar bilansu kalorycznego i ilości snu, wszelkie opcje interwałów (ustawianych z poziomu zegarka!), łączność z telefonem oraz wygoda w użytkowaniu (patrz nadgarstkowy pomiar tętna i codzienny pomiar tętna nawet podczas snu) i kompaktowość z estetyką wyglądu w jednym. Słowem praktycznie kompletny multisportowy monitor aktywności fizycznej. Wobec tego przymus odrobinę mocniejszego spięcia zegarka (przy używaniu nadgarstkowego pomiaru), czasem chwilowe zagubienie tętna w czasie aktywności (podkreślam bieganie i pływanie było ok), brak "superdodatków" (metronomu, alertu tempowego, wszelkich testów wydolności czy tworzenia i ściągania własnych tarcz zegarka) a przede wszystkim brak różnicowania zakresów pod bieganie i rower (tu mój największy minus!!!). Jak tu nie lubić nowszej odsłony Suunto?


Część pierwsza tekstu tutaj...

Brak komentarzy

© 2011-2016 Brodniczanin biega.Wszelkie prawa zastrzeżone. Obsługiwane przez usługę Blogger.